- Meg, mogę cię na chwile prosić - usłyszała w głos w telefonie.
Bez odpowiedzi rozłączyła się i niezauważalnie zniknęła z sali. Otworzyła masywne drzwi i wślizgnęła się przez nie. Idąc przez długi ciemny korytarz oglądała się za siebie czy nikt za nią nie idzie. Skręciła w lewo i otworzyła kolejne wielkie drzwi.
Pomieszczenie było przyciemnione. Przy stoliku siedział mężczyzna. Nie było widać jego twarzy choć na stoliku przy którym siedział świeciła się lampka.
- Mam coś dla ciebie - wyciągnął żółtą kopertę i położył ją na stole. - To zapłata za ostatnie zlecenie.
Wzięła ją i zwinnie wsunęła kopertę do kieszeni.
- W środku masz dane następnego.
Skinęła głową i wyszła bez słowa.
Gdy tylko się obudziłam, wyciągnęłam swój laptop spod łóżka i włączyłam go.
Wczoraj było mi wstyd, że nie wiem dokładnie jak się Jimmy nazywa. On taka gwiazda. Perkusista sławnego zespołu a moja wiedza na jego temat zerowa.
Przez dłuższy czas nie wiedziałam co wpisać w google. Wpisałam ' Jimmy perkusista' i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Nie musiałam długo szukać.
Bez odpowiedzi rozłączyła się i niezauważalnie zniknęła z sali. Otworzyła masywne drzwi i wślizgnęła się przez nie. Idąc przez długi ciemny korytarz oglądała się za siebie czy nikt za nią nie idzie. Skręciła w lewo i otworzyła kolejne wielkie drzwi.
Pomieszczenie było przyciemnione. Przy stoliku siedział mężczyzna. Nie było widać jego twarzy choć na stoliku przy którym siedział świeciła się lampka.
- Mam coś dla ciebie - wyciągnął żółtą kopertę i położył ją na stole. - To zapłata za ostatnie zlecenie.
Wzięła ją i zwinnie wsunęła kopertę do kieszeni.
- W środku masz dane następnego.
Skinęła głową i wyszła bez słowa.
Gdy tylko się obudziłam, wyciągnęłam swój laptop spod łóżka i włączyłam go.
Wczoraj było mi wstyd, że nie wiem dokładnie jak się Jimmy nazywa. On taka gwiazda. Perkusista sławnego zespołu a moja wiedza na jego temat zerowa.
Przez dłuższy czas nie wiedziałam co wpisać w google. Wpisałam ' Jimmy perkusista' i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Nie musiałam długo szukać.
Na zdjęciu wyglądał całkiem inaczej. Miał pomalowane oczy i złowrogo patrzał na obiektyw. To nie był ten sam Jimmy z którym spędziłam wieczór. Ten, który znajdował się na zdjęciu był dla mnie obcy. Nie potrafiłam się nadziwić jak człowiek może inaczej wyglądać.
Klikając na zdjęcie wyświetlił mi się napis " James The Rev Sullivan " Poszukałam więcej informacji na jego temat.
Poprawiłam na sobie bluzę. Straciła już jego zapach, co mnie zasmuciło.
Wyłączyłam laptop.
Ciekawe czy go jeszcze kiedykolwiek spotkam.
Leniwie zwlekłam się z łóżka. Nie miałam żadnych motywacji na kolejny nudny dzień. Mimo to ubrałam się i zeszłam na dół. Cisza, która panoszyła się po całym domu raziła mnie w uszy.
Podeszłam do radia i włączyłam pierwszą lepszą piosenkę. Po całym mieszkaniu rozniosła się wesoła melodyjka grana na pianinie.
Wyłączyłam laptop.
Ciekawe czy go jeszcze kiedykolwiek spotkam.
Leniwie zwlekłam się z łóżka. Nie miałam żadnych motywacji na kolejny nudny dzień. Mimo to ubrałam się i zeszłam na dół. Cisza, która panoszyła się po całym domu raziła mnie w uszy.
Podeszłam do radia i włączyłam pierwszą lepszą piosenkę. Po całym mieszkaniu rozniosła się wesoła melodyjka grana na pianinie.
Zaparzyłam sobie kawę i dumałam.
Złapałam gazetę i zaczęłam szukać dla siebie jakiejś pracy. Musiałam coś jak najszybciej znaleźć, bo zawartość mojego portfela kurczyła się z każdym dniem.
Na początku nie umiałam się skupić na tych małych literkach, ale potem jakoś to mi szło. Znalazłam nawet dobrą ofertę kelnerki niedaleko mojego domu. Zaznaczyłam sobie ją i zostawiłam gazetę na stolę.
Musiałam teraz załatwić coś innego. Zamyślona wyłączyłam radio.
Złapałam torebkę i skierowałam się do wczorajszego lokalu. Nic na to nie poradzę, że nie potrafię zapomnieć o wczorajszej "randce", co gorsza mam ochotę na więcej takich wypadów. Jimmy nieźle zakręcił mi w głowię, nie mogłam temu zaprzeczyć. Gdy tylko zamykałam oczy widziałam jego uśmiechniętą buzie. Wciąż zastanawiałam się czy go jeszcze kiedyś spotkam.
Bez problemu dostałam się do lokalu. Spokój i pustki jakie tam panowały strasznie mnie zadziwiły. Sala, w której odbył się koncert wydawała się dużo mniejsza niż wczoraj.
Złapałam gazetę i zaczęłam szukać dla siebie jakiejś pracy. Musiałam coś jak najszybciej znaleźć, bo zawartość mojego portfela kurczyła się z każdym dniem.
Na początku nie umiałam się skupić na tych małych literkach, ale potem jakoś to mi szło. Znalazłam nawet dobrą ofertę kelnerki niedaleko mojego domu. Zaznaczyłam sobie ją i zostawiłam gazetę na stolę.
Musiałam teraz załatwić coś innego. Zamyślona wyłączyłam radio.
Złapałam torebkę i skierowałam się do wczorajszego lokalu. Nic na to nie poradzę, że nie potrafię zapomnieć o wczorajszej "randce", co gorsza mam ochotę na więcej takich wypadów. Jimmy nieźle zakręcił mi w głowię, nie mogłam temu zaprzeczyć. Gdy tylko zamykałam oczy widziałam jego uśmiechniętą buzie. Wciąż zastanawiałam się czy go jeszcze kiedyś spotkam.
Bez problemu dostałam się do lokalu. Spokój i pustki jakie tam panowały strasznie mnie zadziwiły. Sala, w której odbył się koncert wydawała się dużo mniejsza niż wczoraj.
Bez zastanowienia podeszłam do baru. Barman ze znudzoną miną wycierał kufle. Gdy się zbliżyłam spojrzał na mnie złowrogo.
- Dzień dobry. Czy jest jeszcze ten zespół co wczoraj tu grał?
- Nie ma. Pojechali dwie godziny temu - powiedział niemiłym głosem, jakby był oburzony, że śmie mu zakłócać spokój.
Odwróciłam się do niego plecami, by nie widział jak mocno jestem zawiedziona. Bez żądnego słowa wyszłam z lokalu. Nie miałam wyjścia. Musiałam o Jimmym dziś zapomnieć, najlepiej na cały dzień. Takie ciągłe dręczenie się myślami nie miało sensu.
- Dzień dobry. Czy jest jeszcze ten zespół co wczoraj tu grał?
- Nie ma. Pojechali dwie godziny temu - powiedział niemiłym głosem, jakby był oburzony, że śmie mu zakłócać spokój.
Odwróciłam się do niego plecami, by nie widział jak mocno jestem zawiedziona. Bez żądnego słowa wyszłam z lokalu. Nie miałam wyjścia. Musiałam o Jimmym dziś zapomnieć, najlepiej na cały dzień. Takie ciągłe dręczenie się myślami nie miało sensu.
Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu i wymazać z pamięci to co się działo. Niestety nie potrafiłam. Miałam natłok myśli, co jedna to gorsza. Dopiero teraz sobie uświadomiłam, że bycie samotnym jest straszne. Kiedyś tego tak nie odczuwałam. Teraz, gdy zakosztowałam co to znaczy być kochanym, odczułam jak bardzo mi tego brakowało. Byłam przepełniona miłością, której nie miałam komu ofiarować. Poczułam, że dopiero teraz otworzyły mi się oczy.
Byłam samotna i to bardzo. Nie miałam rodziny. Od wszystkich się odwróciłam. Denerwowało mnie ich te ciągłe pytanie - jak ci się powodzi? Wydawało mi się, że to nie życzliwość tylko czysta ciekawość przez nich przemawiała.
Co was to obchodzi? To moje życie moja sprawa. To był powód dlaczego się od nich odłączyłam.
Nawet jakbym chciała naprawić ten błąd nie miałam jak. Kontakt z nimi dawno się urwał. Ani nie wiem czy jeszcze ktoś żyje.
Widocznie byłam strasznie nieznośna. Musiałam w końcu coś ze sobą zrobić.
Miałam nowy cel. Chciałam zawalczyć o swoje życie. Zacząć je na nowo. Robić to, czego jeszcze niedawno się bałam. Obudzić w sobie uczucia, które dawno pogrzebałam. Pokonywać przeszkody z uśmiechem. Po prostu się zmienić na lepsze. Może wtedy ktoś mnie pokocha. Nie mogę być wiecznie sama. Nie chce być stara panną. Jasne, przecież nikt tego nie chce. Tylko, że ja mam na to zadatki.
Nie wiedziałam od czego zacząć. Musiałam coś w końcu zrobić, by zmienić życie. I to musiał być wielki krok.
Spojrzałam na gazetę leżącą stole. Tak! to jest to. Szybko ją wertując doszłam do tego czego szukałam. Wyrwałam potrzebny fragment i wyszłam z domu rozpoczynając nowe życie.
Stojąc przed budynkiem wciąż sprawdzałam czy nie pomyliłam adresu.
Lekko niepewna weszłam do budynku.
Moim oczom ukazała się wielka sala utrzymana w ciemno czerwonych kolorach. Przede mną stało kilkanaście stolików zajętych przez rozmawiających ludzi. Za stolikami znajdowała się mała scena. Aktualnie była pusta. Swój wzrok skierowałam na prawo, gdzie rozpościerała się wielka lada barowa.
Byłam zachwycona tym miejscem. Kolory ze sobą współgrały tworząc trochę mroczny klimat.
Nie wiedziałam gdzie mam iść w sprawie pracy, więc podeszłam do barmana. Po krótkiej rozmowie prowadził mnie do szefa.
Stojąc przed odpowiednimi drzwiami poczułam strach. Teraz już nie było odwrotu.
W pomieszczeniu do którego weszliśmy panował całkowity mrok. Stałam w osłupieniu. Myślałam, że zaprowadził mnie do mojego nowego szefa. Tymczasem znajdowaliśmy się w jakiejś ciemnej komorze. W panice zaczęłam się wycofywać. Poczułam mocne szarpnięcie.
- Gdzie się wybierasz? - spytał z zadziornym uśmieszkiem. Przygwoździł mnie do ściany i natarczywie próbował ze mnie zrzucić ubrania. Kopnęłam go w krocze i zwinnie wyszarpałam się uciekając ile sił w nogach. Biegłam długim korytarzem, który nie wydawał się mieć końca. Przystanęłam przy ostatnich drzwiach na prawo. Złapałam za klamkę, szybko weszłam i oparłam się o drzwi próbując wyrównać oddech.
- Ktoś cię goni?
Podskoczyła w miejscu po usłyszeniu mojego głosu. Była bardzo przerażona. Oddychała głośno i niewymiarowo. Błądziła wzrokiem po pomieszczeniu.
- W jakiej sprawie do mnie przyszłaś? - spytałem spokojnym głosem próbując ją ośmielić.
- Pan jest tutaj szefem? - podeszła od mnie mrużąc oczy.
- Tak - pokiwałem głową. - Czyli jednak do mnie przyszłaś - uśmiechnąłem się.
- Ja przyszłam w sprawie pracy, ale to już chyba jest nieaktualne - odwróciła się i skierowała swoje kroki w stronę drzwi.
- Czemu nieaktualne? - stanęła w półkroku.
Zaciekawiło mnie jej zachowanie. Przez dłuższą chwilę stała odwrócona do mnie plecami, a gdy się odwróciła poznałem, że bije się z myślami. W końcu się odezwała.
- Wasz barman się do mnie dobierał.
Spojrzałem na nią podejrzliwie. Jakoś nie chciało mi się wierzyć w to co powiedziała.
Jej twarz pokazywała, że wciąż z czymś walczy, ma jakieś wątpliwości.
- Miguel? To nie możliwe. To jest mój wzorowy pracownik.
Poza tym nie narażałby swojego stanowiska dla jednej chwili zatracenia.
Nagle odwróciła się i złapała za klamkę. Po samej jej postawie było widać, że jest silną osobą a takich ludzi potrzebowałem. Musiałem interweniować.
- Czekaj - powiedziałem lekko poddenerwowanym głos. - Mogę cię zatrudnić na stanowisko kelnerki. Tylko jest jedno zastrzeżenie....
Na jej twarzy pojawił się grymas. Mimo to stała ciągle w jednymi i tym samym miejscu. Nie chciała wyjść. Czekała na to co powiem, czyli jej zależało. Byłem pewny, że cokolwiek bym teraz nie powiedział, nie miało by to wpływu na jej decyzje. Była zdesperowana i to było widać.
- Miguela nie zwolnię - powiedziałem stanowczo. Ogniki w jej oczach zgasły a ona sama przybrała dziwną pozę. - Niestety, jest to mój najlepszy pracownik.
Oczywiście nie mogłem jej powiedzieć dlaczego. Jeszcze nie teraz. Wszystko dowie się z czasem, oczywiście gdy przyjmie pracę. Tego jestem pewien.
Drzwi otworzyły się i do pokoju weszła Alison.
- Wybacz szefie, że przeszkadzam, ale właśnie przyszła kandydatka na kelnerkę. Wpuścić ją?
Zerknąłem na reakcję mojej możliwe przyszłej pracownicy. Była skołowana, więc chciałem jej pomóc w wyborze.
- To jak, bierzesz tą pracę? - spojrzałem na nią spod okularów.
Zrobiła chytrą minę przez co wiedziałem, że już jest moja. Popatrzała najpierw na Alis, później na mnie.
- W dupie mam taką robotę - powiedziała uśmiechając się i wyszła trzaskając drzwiami.
Ogarnęła mnie fala złości, myślałem, że udało mi się ją przekabacić, ale nici z tego.
- Zobaczysz, ona jeszcze tu wróci - rzekłem Alis, obmyślając nowy plan.
Byłam samotna i to bardzo. Nie miałam rodziny. Od wszystkich się odwróciłam. Denerwowało mnie ich te ciągłe pytanie - jak ci się powodzi? Wydawało mi się, że to nie życzliwość tylko czysta ciekawość przez nich przemawiała.
Co was to obchodzi? To moje życie moja sprawa. To był powód dlaczego się od nich odłączyłam.
Nawet jakbym chciała naprawić ten błąd nie miałam jak. Kontakt z nimi dawno się urwał. Ani nie wiem czy jeszcze ktoś żyje.
Widocznie byłam strasznie nieznośna. Musiałam w końcu coś ze sobą zrobić.
Miałam nowy cel. Chciałam zawalczyć o swoje życie. Zacząć je na nowo. Robić to, czego jeszcze niedawno się bałam. Obudzić w sobie uczucia, które dawno pogrzebałam. Pokonywać przeszkody z uśmiechem. Po prostu się zmienić na lepsze. Może wtedy ktoś mnie pokocha. Nie mogę być wiecznie sama. Nie chce być stara panną. Jasne, przecież nikt tego nie chce. Tylko, że ja mam na to zadatki.
Nie wiedziałam od czego zacząć. Musiałam coś w końcu zrobić, by zmienić życie. I to musiał być wielki krok.
Spojrzałam na gazetę leżącą stole. Tak! to jest to. Szybko ją wertując doszłam do tego czego szukałam. Wyrwałam potrzebny fragment i wyszłam z domu rozpoczynając nowe życie.
Stojąc przed budynkiem wciąż sprawdzałam czy nie pomyliłam adresu.
Lekko niepewna weszłam do budynku.
Moim oczom ukazała się wielka sala utrzymana w ciemno czerwonych kolorach. Przede mną stało kilkanaście stolików zajętych przez rozmawiających ludzi. Za stolikami znajdowała się mała scena. Aktualnie była pusta. Swój wzrok skierowałam na prawo, gdzie rozpościerała się wielka lada barowa.
Byłam zachwycona tym miejscem. Kolory ze sobą współgrały tworząc trochę mroczny klimat.
Nie wiedziałam gdzie mam iść w sprawie pracy, więc podeszłam do barmana. Po krótkiej rozmowie prowadził mnie do szefa.
Stojąc przed odpowiednimi drzwiami poczułam strach. Teraz już nie było odwrotu.
W pomieszczeniu do którego weszliśmy panował całkowity mrok. Stałam w osłupieniu. Myślałam, że zaprowadził mnie do mojego nowego szefa. Tymczasem znajdowaliśmy się w jakiejś ciemnej komorze. W panice zaczęłam się wycofywać. Poczułam mocne szarpnięcie.
- Gdzie się wybierasz? - spytał z zadziornym uśmieszkiem. Przygwoździł mnie do ściany i natarczywie próbował ze mnie zrzucić ubrania. Kopnęłam go w krocze i zwinnie wyszarpałam się uciekając ile sił w nogach. Biegłam długim korytarzem, który nie wydawał się mieć końca. Przystanęłam przy ostatnich drzwiach na prawo. Złapałam za klamkę, szybko weszłam i oparłam się o drzwi próbując wyrównać oddech.
- Ktoś cię goni?
Podskoczyła w miejscu po usłyszeniu mojego głosu. Była bardzo przerażona. Oddychała głośno i niewymiarowo. Błądziła wzrokiem po pomieszczeniu.
- W jakiej sprawie do mnie przyszłaś? - spytałem spokojnym głosem próbując ją ośmielić.
- Pan jest tutaj szefem? - podeszła od mnie mrużąc oczy.
- Tak - pokiwałem głową. - Czyli jednak do mnie przyszłaś - uśmiechnąłem się.
- Ja przyszłam w sprawie pracy, ale to już chyba jest nieaktualne - odwróciła się i skierowała swoje kroki w stronę drzwi.
- Czemu nieaktualne? - stanęła w półkroku.
Zaciekawiło mnie jej zachowanie. Przez dłuższą chwilę stała odwrócona do mnie plecami, a gdy się odwróciła poznałem, że bije się z myślami. W końcu się odezwała.
- Wasz barman się do mnie dobierał.
Spojrzałem na nią podejrzliwie. Jakoś nie chciało mi się wierzyć w to co powiedziała.
Jej twarz pokazywała, że wciąż z czymś walczy, ma jakieś wątpliwości.
- Miguel? To nie możliwe. To jest mój wzorowy pracownik.
Poza tym nie narażałby swojego stanowiska dla jednej chwili zatracenia.
Nagle odwróciła się i złapała za klamkę. Po samej jej postawie było widać, że jest silną osobą a takich ludzi potrzebowałem. Musiałem interweniować.
- Czekaj - powiedziałem lekko poddenerwowanym głos. - Mogę cię zatrudnić na stanowisko kelnerki. Tylko jest jedno zastrzeżenie....
Na jej twarzy pojawił się grymas. Mimo to stała ciągle w jednymi i tym samym miejscu. Nie chciała wyjść. Czekała na to co powiem, czyli jej zależało. Byłem pewny, że cokolwiek bym teraz nie powiedział, nie miało by to wpływu na jej decyzje. Była zdesperowana i to było widać.
- Miguela nie zwolnię - powiedziałem stanowczo. Ogniki w jej oczach zgasły a ona sama przybrała dziwną pozę. - Niestety, jest to mój najlepszy pracownik.
Oczywiście nie mogłem jej powiedzieć dlaczego. Jeszcze nie teraz. Wszystko dowie się z czasem, oczywiście gdy przyjmie pracę. Tego jestem pewien.
Drzwi otworzyły się i do pokoju weszła Alison.
- Wybacz szefie, że przeszkadzam, ale właśnie przyszła kandydatka na kelnerkę. Wpuścić ją?
Zerknąłem na reakcję mojej możliwe przyszłej pracownicy. Była skołowana, więc chciałem jej pomóc w wyborze.
- To jak, bierzesz tą pracę? - spojrzałem na nią spod okularów.
Zrobiła chytrą minę przez co wiedziałem, że już jest moja. Popatrzała najpierw na Alis, później na mnie.
- W dupie mam taką robotę - powiedziała uśmiechając się i wyszła trzaskając drzwiami.
Ogarnęła mnie fala złości, myślałem, że udało mi się ją przekabacić, ale nici z tego.
- Zobaczysz, ona jeszcze tu wróci - rzekłem Alis, obmyślając nowy plan.
