Wybiegłam z lokalu. Zła, ale z podniesioną głową.
Nie wiem, co ten facet sobie myślał. Prawie mnie tam zgwałcili i jeszcze miałabym tam niby pracować? Niedoczekanie jego!
Poprawiłam
torebkę na ramieniu i szybkim krokiem wróciłam do domu. Zrzuciłam
okrycie w kąt i popędziłam do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki lody
czekoladowe, zaniosłam je na kanapę. Po chwili wróciłam z grubym kocem.
Owinęłam się szczelnie i włączyłam pierwsze lepsze romansidło.
Określić
mnie jako wściekłą to mało powiedziane. Ja się gotowałam od środka. Co
on sobie myślał? Ciągle zadawałam sobie to pytanie nie znając
odpowiedzi. Wzięłam spory kawał lodu do ust.
Nagle
mnie oświeciło. Szybko wstałam i pobiegłam do portfela. Otworzyłam go z
nadzieją, lecz gdy zobaczyłam jego zawartość zamarłam. Pozostało mi
marne 50 złotych. Na szczęście prędzej opłaciłam wszystkie rachunki i te
ostatnie pieniądze pozostały mi na jedzenie. Zaczęłam w panice krążyć
po pokoju próbując wymyślić jakieś dobre rozwiązanie. Nic rozsądnego nie
przychodziło mi do głowy. Wiedziałam, że jedyne czego teraz
potrzebowałam to dobrze płatna praca. W ostateczności mogłam iść pod
latarnie, ale aż tak zdesperowana nie byłam.
Złapałam
gazetę i przeczytałam ją od a do z. Nie znalazłam nic. Włączyłam laptop
i tam szukałam przez bardzo długi czas jakiejś pracy. Znajdywałam
różne, ale zawsze były w niej jakiś minus, który od razu ją przekreślał.
To za daleko, to za mało płatna, wykształcenie nie te i tym podobne.
Najlepszą ofertą była właśnie ta, którą dziś odrzuciłam. Biłam się z
myślami.
Znalazłam
jeszcze trzy w miarę atrakcyjne oferty. Do pierwszych dwóch wysłałam
CV, a do trzeciego miałam zamiar pójść następnego dnia.
Na. Chciałam cieszyć
się każdym dniem spędzonym z najbliższymi. Niestety los nie dał mi
takiej możliwości. Jedyne, co teraz miałam to samotność.
Potrzebowałam
zmiany. Chciałam poczuć się wolna. W końcu uwolnić się od codziennych
zmartwień. Od tego uczucia, które towarzyszyło mi każdego dnia. Od
wewnętrznego strachu, który paraliżował mnie. Bałam się, że wszystko
stracę, choć nie było tego dużo.
Miałam
najgorsze myśli. Widziałam siebie śpiącą pod mostem. Przerażała mnie
niepewność o jutro, o dach nad głową. Dziie potrafiąc nic wymyślić bardziej kreatywnego poszłam spać.
2 dni później.
2 dni później.
Wczoraj byłam w biurze starając się o prace. Niestety i tym razem się nie powiodło.
Gdy wróciłam do domu czekały już tam na mnie hiobowe wieści. Obydwie moje oferty zostały odrzucone.
Miałam
dość wszystkiego. Męczyło mnie wstawanie i kładzenie się spać o suchym
pysku. Czułam się jak biedak. Jedyne co posiadałam to dom, ale
przesiadywanie w nim i patrzenie na białe ściany wcale mi nie pomagało.
Miałam dość tego miejsca i nieszczęść z nim związanych.
Zupełnie
inaczej wyobrażała sobie moje życie. Tak, jak każdy chciałam mieć
własny domek, kochającego męża, dwójkę dzieci i ps
ś jestem tu, a jutro może mnie
nie być.. Nigdzie.
Tak,
najłatwiej ukrócić sobie męki i poddać się. Ja tak nie potrafiłam. Za
bardzo kochałam życie.. chociaż? To nie o to chodziło. Byłam zbyt
wielkim tchórzem, by podciąć sobie żyły.
Mimo
tego psychicznego nacisku dalej żyłam. Właśnie siedziałam na krześle i
tempo patrzałam w ścianę. Nie chciałam tu siedzieć. Nie chciałam tu być.
Wspomnienia przelatujące przez moją głowę przyprawiały mnie o
mdłości. Miałam dość tego miejsca i nieszczęść z nim związanych. Wciąż
pytałam siebie - kiedy to się skończy?- i tak nie znając odpowiedzi.
Wkopałam się w wielkie bagno nawet nie wiem kiedy.
Zerwałam
się z kanapy. Nie mogłam wiecznie przy niej gnić. Złapałam moją torebkę
i wyszłam z domu, zostawiając w nim wszystkie złe duchy.
Szłam
przed siebie ciężko rozmyślając. Podążałam nie zastanawiając się gdzie
idę. W końcu, po półgodzinnej powolnej przechadzce stanęłam przed lokalem o nazwie "Dirty Diana". Był to ten sam, w którym szukałam swojej pierwszej
pracy. Nie wiedziałam, dlaczego nogi akurat tu mnie przyniosły. Wydawało
mi się, że to był znak.
Weszłam do budynku zanim zdążyłabym się rozmyślić. Od razu skierowałam się do biura szefa.
- Witam, witam - powiedział wesoło. - Co cię sprowadza do mnie moje dziecko? - na te określenie skrzywiłam się.
Powoli
podeszłam do jego stolika i usiadłam patrząc mu prosto w oczy. Nie
miałam nic do stracenia, a szansa na zysk była większa niż mi się
wydawało.
- Czy dalej potrzebujecie kelnerki? - spytałam bez uczuć. On uśmiechnął się dziwnie i zatarł ręce.
-
Tak.. wiesz.. nie przyjąłem tamtej dziewczyny, bo potrzebuje silnych
osób. A widzę, że ty taka jesteś. - uniosłam lewą brew. Jakoś nie
wierzyłam w te brednie. Takie kity mógł wciskać każdej innej
dziewczynie, nie mnie.
-
To bardzo ciekawe - spojrzałam na niego spod rzęs. - Jeżeli jestem taka
wyjątkowa o nie będzie ci przeszkadzać mój warunek - uśmiechnęłam się w
duchu chytrze.
- No słucham - jego twarz z rozbawienia przybrała ostre rysy.
-
Chcę pracować w innych godzinach niż ten wasz kelner. Najlepiej jakbym
go w ogóle nie widywała - założyłam ręce na piersi i czekałam na jego
reakcje. Przyznam, że prędzej wahałam się lekko nad tym, czy ustalać
swoje reguły, ale po chwili pochwaliłam siebie w duchu. Sam mówił, że
potrzebuje silne osoby, a tym zachowanie jedynie to potwierdzałam.
Jego
twarz przybrała całkiem inny wyraz. Nie potrafiłam rozpoznać co teraz
myśli. Ogólnie wydawał się ciężką osobą do rozszyfrowania. Już przy
pierwszym naszym spotkaniu nie potrafiłam nic wyczytać z jego postawy.
Nawet jego oczy były bez wyrazu, a przecież się mówi, że oczy to
zwierciadło duszy.
-
Dobrze, zgodzę się na to, ale też mam jeden warunek. Nie mów do mnie na
ty - spojrzał na mnie groźnie. - Jak już to " Tak szefie". Zrozumiano? -
zmrużył oczy.
- Tak szefie - wywróciłam oczami.
- E! - spojrzałam na niego zdezorientowana - I nie pokazuj mi swoich humorków, bo na powitanie wylecisz - skrzywiłam się.
Dziwny
gość. Najpierw mówi, że potrzebuje mocne charaktery, a potem ma
pretensje o moje zachowanie. Nie ma tak kolego, albo jedno, albo
drugie.
Od razu zrozumiałam, że przez to będą spięcia.. i to duże.
- Od kiedy mam zacząć pracę? - spytałam znudzona.
- Od teraz - powiedział uśmiechając się złośliwie, na co ja zmarszczyłam brwi.
- A nie od jutra?
-
Jeżeli chcesz mieć zmianę z Miguelem - powiedział akcentując to imię,
przez co aż się we nie zagotowało. - Dla mnie to żadna różnica czy
będziesz pracować od dziś, czy od jutra - zrobił swój firmowy uśmiech.
- To ja dziękuje bardzo. Ja wychodzę - wstałam z udawanym zamiarem wyjścia, jednym okiem bacznie obserwując jego reakcję.
- Gdzie idziesz? - na moje słowa wstał i spytał zdezorientowany moim zachowaniem.
-
No do pracy, a gdzie? - spytałam głupio. On jedynie pokiwał mi palcem i
się lekko uśmiechnął. Udało mi się mu dopiec. Czuję, że ta praca będzie
niezłą przygodą.
Wyszłam
z biura i weszłam na sale. Nie było dużego ruchu z czego się cieszyłam.
Jeszcze mi tego brakowało, żeby biegać jak głupia z drinkami od jednego
stolika do drugiego. Choć wiedziałam, że przyjdzie też taki czas, na
razie nie zawracałam sobie tym głowy.
Podeszłam do barmana.
Jego kanadyjska uroda mnie onieśmielała, ale już po chwili nie zwracałam uwagi na to, że rozmawiam z takim ciachem. Zilustrowałam mu moją sytuacje, a on opowiedział mi jakie są moje zadania i przedstawił nową koleżankę.
- Jane, to jest Nina. Nina - Jane. Jane będzie od teraz drugą kelnerką - wyjaśnił szybko Ben.
-
Hey Jane. Jak się ciesze, że w końcu kogoś zatrudnił ten stary,
wybredny piernik. Przez ten zapieprz ledwo nadążam - uśmiechnęła się
słodko.
-
Hey - przygryzłam wargę nie wiedząc, co odpowiedzieć na jej przypływ
zwierzeń. - Mam nadzieje, że będzie nam się dobrze pracowało - użyłam
swój firmowy uśmiech.
- Jane. No weź się rozluźnij. To już nie jest rozmowa kwalifikacyjna - szturchnęła mnie w bok.
Na szczęście jakiś upierdliwy klient uratował mnie od niezręcznej sytuacji. Nina poszła do niego, a ja zostałam z Benem.
-
Ben? - spojrzał na mnie. - Czy ona coś brała? - spytałam całkowicie
poważnie. Moja mina najwidoczniej go rozbawiła, bo śmiał się
permanentnie. W końcu ochłoną i powiedział.
- Ona jest taka zawsze. Musisz się przyzwyczaić.
- Aha - nie mając nic więcej do powiedzenia zabrałam się do pracy.
Do domu wróciłam po dwunastej. Byłam strasznie zmęczona. Czułam każdy mięsień nóg i pośladków. I pomyśleć, że to tylko dziś. Jutro jest piątek, więc będę pracowała do samego rana.
Okazało,
że mój drogi szefunio specjalnie mnie nastraszył pracą z Miguelem. Nie
powiem, zmobilizował mnie tym. Teraz już nie mam mu tego za złe, a nawet
mu za to w duchu dziękuje. Im prędzej zacznę, tym więcej zarobię.
Tydzień
u nas w lokalu był specjalnie podzielony. Pod poniedziałku do środy
pracował Miguel i jakaś dziewczyna o imieniu Meg. Była ich tylko dwójka,
bo przeważnie na początku tygodnia nie było dużych tłumów. Od czwartku
do soboty pracowałam ja, Nina i Ben. Niedziela pozostawała wolna.
Cieszyłam
się z takiego układu. Czasem zastanawiało mnie, dlaczego jest nas tak
dużo, przecież wystarczyłyby tylko trzy osoby, nie pięć. Gdy ta myśl
przychodziła mi do głowy, od razu lądowała gdzieś w ukryciu. Nie
interesowało mnie to. Ważne, że pracowałam i miałam za co żyć.
Zmęczona dużym wysiłkiem zasnęłam jak niemowlak.
--------------------------------
Ach, te tłumy czytelników..
Nowe postacie w zakładce "Bohaterowie"
--------------------------------
Ach, te tłumy czytelników..
Nowe postacie w zakładce "Bohaterowie"
