niedziela, 5 października 2014

5 Odwlekasz chwilę, aby w końcu jednak z domu wyjść...



Wybiegłam z lokalu. Zła, ale z podniesioną głową. 
Nie wiem, co ten facet sobie myślał. Prawie mnie tam zgwałcili i jeszcze miałabym tam niby pracować? Niedoczekanie jego!
Poprawiłam torebkę na ramieniu i szybkim krokiem wróciłam do domu. Zrzuciłam okrycie w kąt i popędziłam do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki lody czekoladowe, zaniosłam je na kanapę. Po chwili wróciłam z grubym kocem. Owinęłam się szczelnie i włączyłam pierwsze lepsze romansidło. 
Określić mnie jako wściekłą to mało powiedziane. Ja się gotowałam od środka. Co on sobie myślał? Ciągle zadawałam sobie to pytanie nie znając odpowiedzi. Wzięłam spory kawał lodu do ust. 
Nagle mnie oświeciło. Szybko wstałam i pobiegłam do portfela. Otworzyłam go z nadzieją, lecz gdy zobaczyłam jego zawartość zamarłam. Pozostało mi marne 50 złotych. Na szczęście prędzej opłaciłam wszystkie rachunki i te ostatnie pieniądze pozostały mi na jedzenie. Zaczęłam w panice krążyć po pokoju próbując wymyślić jakieś dobre rozwiązanie. Nic rozsądnego nie przychodziło mi do głowy. Wiedziałam, że jedyne czego teraz potrzebowałam to dobrze płatna praca. W ostateczności mogłam iść pod latarnie, ale aż tak zdesperowana nie byłam. 
Złapałam gazetę i przeczytałam ją od a do z. Nie znalazłam nic. Włączyłam laptop i tam szukałam przez bardzo długi czas jakiejś pracy. Znajdywałam różne, ale zawsze były w niej jakiś minus, który od razu ją przekreślał. To za daleko, to za mało płatna, wykształcenie nie te i tym podobne. Najlepszą ofertą była właśnie ta, którą  dziś odrzuciłam. Biłam się z myślami. 
Znalazłam jeszcze trzy w miarę atrakcyjne oferty. Do pierwszych dwóch wysłałam CV, a do trzeciego miałam zamiar pójść następnego dnia. 
Na. Chciałam cieszyć się każdym dniem spędzonym z najbliższymi. Niestety los nie dał mi takiej możliwości. Jedyne, co teraz miałam to samotność. 
Potrzebowałam zmiany. Chciałam poczuć się wolna. W końcu uwolnić się od codziennych zmartwień. Od tego uczucia, które towarzyszyło mi każdego dnia. Od wewnętrznego strachu, który paraliżował mnie. Bałam się, że wszystko stracę, choć nie było tego dużo. 
Miałam najgorsze myśli. Widziałam siebie śpiącą pod mostem. Przerażała mnie niepewność o jutro, o dach nad głową. Dziie potrafiąc nic wymyślić bardziej kreatywnego poszłam spać.


2 dni później.
Wczoraj byłam w biurze starając się o prace. Niestety i tym razem się nie powiodło. 
Gdy wróciłam do domu czekały już tam na mnie hiobowe wieści. Obydwie moje oferty zostały odrzucone.
Miałam dość wszystkiego. Męczyło mnie wstawanie i kładzenie się spać o suchym pysku. Czułam się jak biedak. Jedyne co posiadałam to dom, ale przesiadywanie w nim i patrzenie na białe ściany wcale mi nie pomagało. Miałam dość tego miejsca i nieszczęść z nim związanych. 
Zupełnie inaczej wyobrażała sobie moje życie. Tak, jak każdy chciałam mieć własny domek, kochającego męża, dwójkę dzieci i ps
ś jestem tu, a jutro może mnie nie być.. Nigdzie.
Tak, najłatwiej ukrócić sobie męki i poddać się. Ja tak nie potrafiłam. Za bardzo kochałam życie.. chociaż? To nie o to chodziło. Byłam zbyt wielkim tchórzem, by podciąć sobie żyły. 
Mimo tego psychicznego nacisku dalej żyłam. Właśnie siedziałam na krześle i tempo patrzałam w ścianę. Nie chciałam tu siedzieć. Nie chciałam tu być. Wspomnienia przelatujące przez moją głowę przyprawiały mnie o mdłości. Miałam dość tego miejsca i nieszczęść z nim związanych. Wciąż pytałam siebie - kiedy to się skończy?- i tak nie znając odpowiedzi.
Wkopałam się w wielkie bagno nawet nie wiem kiedy.
Zerwałam się z kanapy. Nie mogłam wiecznie przy niej gnić. Złapałam moją torebkę i wyszłam z domu, zostawiając w nim wszystkie złe duchy.
Szłam przed siebie ciężko rozmyślając. Podążałam nie zastanawiając się gdzie idę. W końcu, po półgodzinnej powolnej przechadzce stanęłam przed lokalem o nazwie "Dirty Diana". Był to ten sam, w którym szukałam swojej pierwszej pracy. Nie wiedziałam, dlaczego nogi akurat tu mnie przyniosły. Wydawało mi się, że to był znak.
Weszłam do budynku zanim zdążyłabym się rozmyślić. Od razu skierowałam się do biura szefa. 
- Witam, witam - powiedział wesoło. - Co cię sprowadza do mnie moje dziecko? - na te określenie skrzywiłam się.
Powoli podeszłam do jego stolika i usiadłam patrząc mu prosto w oczy. Nie miałam nic do stracenia, a szansa na zysk była większa niż mi się wydawało.
- Czy dalej potrzebujecie kelnerki? - spytałam bez uczuć. On uśmiechnął się dziwnie i zatarł ręce.
- Tak.. wiesz.. nie przyjąłem tamtej dziewczyny, bo potrzebuje silnych osób. A widzę, że ty taka jesteś. - uniosłam lewą brew. Jakoś nie wierzyłam w te brednie. Takie kity mógł wciskać każdej innej dziewczynie, nie mnie.
- To bardzo ciekawe - spojrzałam na niego spod rzęs. - Jeżeli jestem taka wyjątkowa o nie będzie ci przeszkadzać mój warunek - uśmiechnęłam się w duchu chytrze. 
- No słucham - jego twarz z rozbawienia przybrała ostre rysy.
- Chcę pracować w innych godzinach niż ten wasz kelner. Najlepiej jakbym go w ogóle nie widywała - założyłam ręce na piersi i czekałam na jego reakcje. Przyznam, że prędzej wahałam się lekko nad tym, czy ustalać swoje reguły, ale po chwili pochwaliłam siebie w duchu. Sam mówił, że potrzebuje silne osoby, a tym zachowanie jedynie to potwierdzałam.
Jego twarz przybrała całkiem inny wyraz. Nie potrafiłam rozpoznać co teraz myśli. Ogólnie wydawał się ciężką osobą do rozszyfrowania. Już przy pierwszym naszym spotkaniu nie potrafiłam nic wyczytać z jego postawy. Nawet jego oczy były bez wyrazu, a przecież się mówi, że oczy to zwierciadło duszy.
- Dobrze, zgodzę się na to, ale też mam jeden warunek. Nie mów do mnie na ty - spojrzał na mnie groźnie. - Jak już to " Tak szefie". Zrozumiano? - zmrużył oczy.
- Tak szefie - wywróciłam oczami.
- E! - spojrzałam na niego zdezorientowana - I nie pokazuj mi swoich humorków, bo na powitanie wylecisz - skrzywiłam się. 
Dziwny gość. Najpierw mówi, że potrzebuje mocne charaktery, a potem ma pretensje o moje zachowanie. Nie ma tak kolego, albo jedno, albo drugie. 
Od razu zrozumiałam, że przez to będą spięcia.. i to duże.
- Od kiedy mam zacząć pracę? - spytałam znudzona. 
- Od teraz - powiedział uśmiechając się złośliwie, na co ja zmarszczyłam brwi.
- A nie od jutra?
- Jeżeli chcesz mieć zmianę z Miguelem - powiedział akcentując to imię, przez co aż się we nie zagotowało. - Dla mnie to żadna różnica czy będziesz pracować od dziś, czy od jutra - zrobił swój firmowy uśmiech.
- To ja dziękuje bardzo. Ja wychodzę - wstałam z udawanym zamiarem wyjścia, jednym okiem bacznie obserwując jego reakcję.
- Gdzie idziesz? - na moje słowa wstał i spytał zdezorientowany moim zachowaniem.
- No do pracy, a gdzie? - spytałam głupio. On jedynie pokiwał mi palcem i się lekko uśmiechnął. Udało mi się mu dopiec. Czuję, że ta praca będzie niezłą przygodą.
Wyszłam z biura i weszłam na sale. Nie było dużego ruchu z czego się cieszyłam. Jeszcze mi tego brakowało, żeby biegać jak głupia z drinkami od jednego stolika do drugiego. Choć wiedziałam, że przyjdzie też taki czas, na razie nie zawracałam sobie tym głowy.
Podeszłam do barmana.
  



 http://25.media.tumblr.com/tumblr_m9mrmjTmFr1qkx42ao1_500.gif



Jego kanadyjska uroda mnie onieśmielała, ale już po chwili nie zwracałam uwagi na to, że rozmawiam z takim ciachem. Zilustrowałam mu moją sytuacje, a on opowiedział mi jakie są moje zadania i przedstawił nową koleżankę.









- Jane, to jest Nina. Nina - Jane. Jane będzie od teraz drugą kelnerką - wyjaśnił szybko Ben.
- Hey Jane. Jak się ciesze, że w końcu kogoś zatrudnił ten stary, wybredny piernik. Przez ten zapieprz ledwo nadążam - uśmiechnęła się słodko.
- Hey - przygryzłam wargę nie wiedząc, co odpowiedzieć na jej przypływ zwierzeń. - Mam nadzieje, że będzie nam się dobrze pracowało - użyłam swój firmowy uśmiech. 
- Jane. No weź się rozluźnij. To już nie jest rozmowa kwalifikacyjna - szturchnęła mnie w bok. 
Na szczęście jakiś upierdliwy klient uratował mnie od niezręcznej sytuacji. Nina poszła do niego, a ja zostałam z Benem.
- Ben? - spojrzał na mnie. - Czy ona coś brała? - spytałam całkowicie poważnie. Moja mina najwidoczniej go rozbawiła, bo śmiał się permanentnie. W końcu ochłoną i powiedział. 
- Ona jest taka zawsze. Musisz się przyzwyczaić.
- Aha - nie mając nic więcej do powiedzenia zabrałam się do pracy.


Do domu wróciłam po dwunastej. Byłam strasznie zmęczona. Czułam każdy mięsień nóg i pośladków. I pomyśleć, że to tylko  dziś. Jutro jest piątek, więc będę pracowała do samego rana. 
Okazało, że mój drogi szefunio specjalnie mnie nastraszył pracą z Miguelem. Nie powiem, zmobilizował mnie tym. Teraz już nie mam mu tego za złe, a nawet mu za to w duchu dziękuje. Im prędzej zacznę, tym więcej zarobię. 
Tydzień u nas w lokalu był specjalnie podzielony. Pod poniedziałku do środy pracował Miguel i jakaś dziewczyna o imieniu Meg. Była ich tylko dwójka, bo przeważnie na początku tygodnia nie było dużych tłumów. Od czwartku do soboty pracowałam ja, Nina i Ben. Niedziela pozostawała wolna. 
Cieszyłam się z takiego układu. Czasem zastanawiało mnie, dlaczego jest nas tak dużo, przecież wystarczyłyby tylko trzy osoby, nie pięć. Gdy ta myśl przychodziła mi do głowy, od razu lądowała gdzieś w ukryciu. Nie interesowało mnie to. Ważne, że pracowałam i miałam za co żyć.
Zmęczona dużym wysiłkiem zasnęłam jak niemowlak.

--------------------------------
Ach, te tłumy czytelników..

Nowe postacie w zakładce "Bohaterowie"

4 komentarze:

  1. Z reguły nie słucham takiej muzyki, ale do Bena mam sentyment od wielu lat. Fajnie, że go tu masz.
    Generalnie Twoja J jest tego typu bohaterką, które "polubiam". Nie daj jej trafić pod most i nie pozwól żeby się musiała martwic doczesnością, niech zazna więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, Jane. Silny charakter. I kiedy spojrzałam na jej zdjęcie, to się uśmiechnęłam. Taka rozkoszna rudowłosa dziewczyna <3 A kiedy znowu spotka Jimmiego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niebawem, może za rozdział.. lub za dwa.. :D

      Usuń
  3. Kochana M.! Czytam Was wszystkie, cały czas będąc na bieżąco, ale ost mam taki zajob, że z komentowaniem posucha. Staram się nadrabiać, ale sporo tego jest! niemniej jednak jestem obecna przy Twojej Jane.

    Przykro mi się zrobiło, że ta chwila z Jimmym była tak krótka. A TAK POZA TYM TO WEŹ DAJ JEJ W KOŃCU TROCHĘ SZCZĘŚCIA I STABILIZACJI NO! ;D Fajna jest, zasługuje na trochę spokoju o życie.

    Pisz mi więcej, bo dalej nie potrafię rozgryźć.

    xo Riot <3

    OdpowiedzUsuń