niedziela, 28 grudnia 2014

9 No more breath inside, essence left my heart tonight..






Skończyłam tańczyć.
Przyłożyłam głowę do rury i odetchnęłam. Spośród oklasków i wiwatów usłyszałam moje imię. Szybko zwróciłam głowę w tym kierunku. To co ujrzałam przeraziło mnie. Matt stał z założonymi rękami i uśmiechał się głupkowato. 






Za nim stała reszta zespołu. Jimmy tkwił w bezruchu  z szeroko otwartymi oczami i lekko rozdziawioną buzią. Policzki zapłonęły mi żywym ogniem. Odwróciłam głowę i szybko uciekłam z pola widzenia.
Schowałam się w zapleczu i ściągnąwszy z głowy perukę cisnęłam ją w kąt pomieszczenia. Byłam wściekła na siebie, że dałam się na to namówić. Pewnie Jimmy pomyślał sobie o mnie, że jestem dziwką.
Do oczy niespodziewanie napłynęły mi łzy. Zakryłam twarz dłońmi i ze świstem wypuściłam powietrze z płuc.
Usłyszałam za sobą, że ktoś otworzył drzwi. Szybko się otrząsnęłam i wytarłam niechciane łzy.
- Jane, kochana. Ja nie wiedziałam, że ty masz takie kocie ruchy - złapała mnie za łokieć i odwróciła mnie w swoją stronę. - Ooo, łzy szczęścia widzę - uśmiechnęła się, a ja zdębiałam. - Nie dziwię ci się, też płakałam po swoim pierwszy występie - odsunęła mnie od siebie i zatraciła się we wspomnieniach. - Ach, to było takie ekscytujące.
Patrzałam na nią przetrawiając to, co mi powiedziała. Nie wiedziałam, czy jest taka głupia, czy tylko udaje.
Katy nagle się ocknęła i złapała mnie za ramiona.
- Musimy to uczcić! - wybiegła z zaplecza. Zrezygnowana usiadłam na krześle.
Nie dość że się zbłaźniłam, to jeszcze miałam to świętować. Jak ja się teraz na ulicy pokaże? Wszyscy będą mną szydzić i wytykać palcami.


 

Gdy wróciłam Jane siedziała na krześle ze spuszczoną głową. Była w idealnym stanie.
- Jane, kochanie, przyniosłam szampana - postawiłam tacę z trunkiem na stoliku.
Otworzyłam szampan. Korek wesoło wystrzelił w drugi kąt pokoju. Jane ani nie drgnęła. Wciąż siedziała wpatrzona w podłogę. Nalałam szampana do obydwóch kieliszków. Obejrzałam się za siebie, czy Janie czasem na mnie nie patrzy. Nie widząc żadnego zagrożenia wyciągnęłam z kieszeni małą saszetkę z białym proszkiem. Wsypałam połowę zawartości do jednego z kieliszków. Lekko palcem wymieszałam szampan z niespodzianką. Oblizałam palec.
- Idealnie - uśmiechnęłam się do siebie.
Podeszłam do Jane i złapałam ją za podbródek, który lekko podniosłam do góry.
- Proszę - wcisnęłam jej w rękę lampkę szampana i swoim stuknęłam w niego. - Pij - powiedziałam łagodnie i upiłam troszkę ze swojego kieliszka.
Jane wypiła całą zawartość i po chwili opadła na stół.

 

Otworzyłam oczy. Widziałam ciemność. Nie wiedziałam gdzie się znajduję. W głowie mi szumiało i pulsowało zarazem doprowadzając do szaleństwa. Nie potrafiłam sobie przypomnieć jak się tu znalazłam. Siedziałam na krześle. Ręce miałam przywiązane do oparcia. Na ustach miałam przyklejoną taśmę, która uniemożliwiała mi wezwanie pomocy. Próbowałam oswobodzić ręce, lecz były to marne próby.
Usłyszałam nagle jakiś hałas, momentalnie zesztywniałam. Przede mną powoli otwierały się drzwi. Światło stamtąd dochodzące oślepiało mnie. Zacisnęłam mocno powieki i modliłam się o zbawienie. Zaczęłam się szarpać, gdy usłyszałam zbliżające się kroki.
- O, widzę, że się obudziłaś.
Spojrzałam przed siebie. Ujrzałam postać podążającą w moim kierunku. Jej twarzy wyłoniła się z ciemności. Doznałam szoku. Meg. Co ona tu robiła?
- To dobrze. Wiesz, musimy porozmawiać - podeszła do mnie i zerwała mi taśmę z ust. Rozcięła mi tym wargę, z której zaczęła cieknąć stróżka krwi.
- Czego chcesz ode mnie? - Spojrzałam na nią, próbując odgadnąć jej intencje.
- Jesteś mi potrzebna - rzekła z uśmiechem.
Skrzywiłam się. Nie rozumiałam.
- A właściwie to nam - zza jej pleców wyszedł Miguel.
Momentalnie się wyprostowałam. Poczułam się, jakbym została spoliczkowana. Uderzyły mnie wszystkie złe wspomnienia z nim związane. Wstrząsnęłam głową, by się opamiętać.
- Tak - Meg uśmiechnęła się. - Od teraz będziesz dla nas pracować, a właściwie to z nami - puściła mi oczko.
- O czym wy gadacie? - Spoglądałam raz na niego, raz na nią czekając na wyjaśnienia.
- Jane, zostałaś poddana próbie - powiedział Miguel.
- Tak. I zdałaś nasz test - dodała Meg. -  Od momentu, kiedy pierwszy raz przekroczyłaś próg tego lokalu jesteś bacznie obserwowana. Każdy, nawet najmniejszy ruch był monitorowany - spojrzała na mnie z błyskiem w oku. - A ten twój taniec na rurze... - zerknęła na Miguela - Nie spodziewaliśmy się, że podejmiesz to wyzwanie - pokiwała głową z uznaniem.
- Jakie wyzwanie? Co zrobiliście? - Spytałam rozwścieczona.
- Kochana, ty na prawdę myślałaś, że Matt oglądałby się za taką szarą myszką jak ty? - Zaśmiała się szyderczo. - Musieliśmy go trochę podpuścić, ale z tym nie było problemu. On zamiast mózgu ma tylko muskuły do ozdoby.
No tak, jasne. Przecież ten dupek nie byłby sam taki natarczywy.
- Skoro zdałam test, to po jaką cholerę trzymacie mnie teraz uwiązaną? -  Zapytałam mrużąc oczy.
- Bo to jeszcze nie koniec - Meg i Miguel wymienili się spojrzeniami. - Mamy dla ciebie kolejne zadanie.
Nagle w pomieszczeniu rozległ się hałas.
- I co? Zgodziła się już? - Do pomieszczenia weszła Kate.
- Kate? Ty też? - Zawyłam głośno.
- Jak dobrze płacą - wzruszyła rękami. Zrobiła dużego balona z gumy do żucia, który głośno strzelił. - I jak wam idzie? - Spytała pozostałą dwójkę.
- Właśnie mieliśmy przedstawić jej plan działanie, ale ty weszłaś - spojrzała na nią złowrogo Meg.
- Dobrze, spokojnie. Nie zwracajcie na mnie uwagi. Ja tu sobie cichutko usiądę i będę was obserwować - zajęła krzesło stojące w kącie.
- Wracając do tematu.. - wypowiedzi Meg przerwał balon z gumy, który głośno pękł. - Kate! - krzyknęła wściekła.
- Dobra, już idę - podniosła ręce w obronnym geście. Meg odprowadziła ją wzrokiem do drzwi.
- A więc, twoim zadaniem będzie uwieść Matta, zaciągnąć go do łóżka i związać. Resztą zajmiemy się my - Meg uśmiechnęła się. - Nie powinnaś mieć z tym problemu. Widziałam w jego oczach kurwiki jak na ciebie patrzył.
- A co, jeśli ja tego nie chcę? - Spytałam zadzierając głowę do góry.
W sekundę koło mojego krzesła zjawił się Miguel, złapał za nie i odchylił do tyłu.
- Będziesz z nami współpracować jak grzeczna dziewczynka, czy mamy zacząć z tobą inaczej rozmawiać? - Puścił krzesło i głośno gruchnęłam o ziemię.
Miguel znów ustawił mnie w pionie.
- To jak Jane, zgadzasz się czy nie? - Meg zerknęła na mnie z wrednym uśmieszkiem.
- Wole zdechnąć - splunęłam jej  twarz.
- Wedle życzenia - odpowiedziała, a ja zobaczyłam przed moją twarzą pięść.
To ostatnie co pamiętam.

Znów pobudka w ciemnościach. Nie wiedziałam ile czasu już tu siedzę. Strasznie piekła mnie twarz. Moje ręce i nogi już dawno zdrętwiały od niewygodnej pozycji. Zaśmiałam się w głos ze swojej beznadziejnej sytuacji. Jeszcze przed chwilą tańczyłam na rurze paląc się ze wstydu za ten czyn. Wydawał mi się on końcem świata, ale w porównaniu z tym co teraz przeżywam jest niczym. Nie wiem kiedy wyjdę i czy w ogóle. Poza tym, czy te głupie upieranie się przy swoim ma sens? Jedynie przez to mogą mnie jeszcze do nieprzytomności pobić. Fakt jest taki, że tym razem nie oberwałam mocno, ale nie wiadomo do czego mogą się jeszcze posunąć.
Znów usłyszałam hałas. Znów do pomieszczenia wdarło się niechciane światło. Mrużyłam oczy próbując rozpoznać kto przyszedł.
- To jak księżniczko, zgadzasz się? - Spytała Meg krzywiąc się.
Przygryzłam wargę, z której momentalnie popłynęła krew. Na tą chwilę, ta propozycja wydawała się kusząca, gdyż była lepsza niż przesiadywanie w ciemnym pomieszczeniu o suchym pysku, gdzie w gratisie jeszcze dostawanie po mordzie było.
Postanowiłam zaryzykować. W końcu nie musiałam nikogo mordować, a nawet jeśli, wolałam mordować niż być zamordowanym.
- Zgadzam się - cicho powiedziałam i spuściłam głowę.
- Co? Powtórz, nie usłyszałam - Meg podeszła do mnie bliżej.
- Zgadzam się na wasz układ.
- No, mądra dziewczynka - uśmiechnęła się i zaczęła mnie rozwiązywać. - Jutro znów przyjdzie Matt do naszego klubu, będziesz go obsługiwać. Masz się uśmiechać, podlizywać, podrywać.. What ever...-  chciałam się odezwać, ale złapała mnie za twarz i spojrzała głęboko w moje oczy. -  Masz go zaciągnąć do łóżka. Pamiętaj! Czym prędzej, tym lepiej - puściła moją twarz i wyprostowała się. Wyciągnęła z kieszeni wizytówkę i mi ją podała. - Gdy już to zrobisz, to dzwoń. Od razu się tam z Miguelem pojawimy - posłała mi uśmiech.
- Tylko jest jeden problem Meg - powiedziałam krzywiąc się.
- Jaki?
- Taki, że ja nie mam jutro zmiany.
- Od teraz masz - powiedziała i wyszła.
Wstałam i nogi się pode mną ugięły. Postawiłam się do pionu i chwilę stałam, by potem ruszyć w stronę drzwi. Jak się okazało byłam przetrzymywana w piwnicy w naszym lokalu. Pędem ruszyłam do łazienki. Po drodze zauważyłam zegar, który oznajmił mi, że byłam przetrzymywana przez 5 godzin.
Spojrzałam na swoje limo w lustrze. Przemyłam twarz i poszłam na zaplecze po swoje rzeczy. Wyszłam z lokalu i złapałam taksówkę. Wsiadła, podałam adres kierowcy i przykleiłam się do okna. Czułam się obserwowana. Poprzez przednie lusterko w aucie patrzał na mnie mój szofer.
- Co się pani stało? - Odwrócił się do mnie twarzą i patrzał na moje podbite oko.
- Nic! Proszę jechać!

Weszłam do domu, zamknęłam drzwi i poszłam do sypialni. Położyłam się do łóżka w ubraniach i gdy tylko moja głowa dotknęła poduszki zasnęłam.



--------------------------------------------------------------------------------






wtorek, 23 grudnia 2014

8 Let's Dance.






Wstałam i zrezygnowana złapałam notes. Nakleiłam na usta uśmiech numer 45 i podeszłam do stolika od niechcianego gościa.
- Co panu podać? - spytałam spokojnie.
- Poproszę Manhattan - szybko zapisałam i odeszłam od stolika. Miałam nadzieje, że obsłużę Matta bez żadnych komplikacji. Podeszłam do Bena.
- Manhattan raz! - krzyknęłam mu blisko ucha.
- Już się robi szefowo - mruknął krzywiąc się z bólu. - Jak ci idzie ujarzmianie bestii? - po chwili spytał poruszając figlarnie brwiami.
- Jak na razie dobrze. Wszystko idzie zgodnie z planem - uśmiechnęłam się szczerze.
- Ooo, to nawet plan przygotowałaś? - spojrzał na mnie z uznaniem. - Mam nadzieje, że nie zamkniesz go w piwnicy i nie będziesz torturować przez miesiąc - zrobił szelmowski uśmieszek.
- Ja? Skądże to przyszło ci do głowy - mina niewiniątka. - Chociaż? - przyłożyłam palec do brody. - Nawet dobry pomysł mi podsunąłeś - poruszałam niecnie jedną brwią, a on spojrzał na mnie z boku.
- Tak szczerze to nie wiem, kto będzie w tym starciu ofiarą - zmierzył mnie wzrokiem. - Już mi szkoda chłopaka - teatralnie pociągnął nosem i otarł niewidzialną łezkę.
Złapałam się pod boki i przekrzywiłam lekko głowę w lewą stronę.
- Benjaminie K. czy ty robisz tego drinka, czy się tylko opierdzielasz? - zwinnie zmieniłam temat. - Dla twojej świadomości dodam, że chcę się tamtego pana jak najszybciej pozbyć, a ty mi w tym nie pomagasz - skrzyżowałam ręce na wysokości biustu.
- Juuuuż kochana, po co te nerwy? - skinął na mnie głową.
- Nie ty obsługujesz tego gbura - spojrzałam na stolik numer 7 i zastukałam paznokciami o blat.
- No leć mała z tym drinkiem - uśmiechnął się i podał mi trunek.
Kołysząc biodrami poszłam do stolika numer 7. W mojej głowie zawitała myśl - nie bój żaby, poradzisz sobie. Uśmiechnęłam się dochodząc do stolika. Mina mi zrzedła, gdy zobaczyłam dziwny błysk w oczach Matta. To wróżyło tylko nieszczęście. Położyłam drink i spytałam na odchodne.
- Coś jeszcze?
Mój sztuczny uśmiech zaczynał mi wychodzić coraz lepiej.
Znów zobaczyłam w jego oczach ogniki. Widocznie moja niechęć do niego, którą było można wyczuć z kilometra w niczym mu nie przeszkadzał. Wydawał się ją nawet nie zauważać, co mnie denerwowało.
Miałam ochotę mu wbić szpilki w tyłek.
Zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechnął się krzywo. Spojrzał mi głęboko w oczy i powiedział cwaniacko.
- Chcę, żebyś zatańczyła na rurze - pokazał palcem na znajdującą się najbliżej. 







Spojrzałam na niego jak na debila, potem na rurę i znów na niego.





- Ja tego nie zrobię! - zawyłam wściekle.
- To możesz się już teraz pożegnać z pracą - szef spojrzał na mnie poważnie, a mnie ogarnął szok nie do opisania.
- Pierdolisz - wymsknęło mi się, w odruchu zakryłam usta.
- Co ty powiedziałaś? Chyba się przesłyszałem! - spojrzał na mnie wzrokiem pełnym oburzenia. - Zabieraj tace i zmykaj z powrotem na sale.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę drzwi. Wychodząc zatrzymał mnie jego poddenerwowany głos. - Nie przybiegaj do mnie co chwile z takimi błahymi problemami - odwróciłam się, a on spojrzał na mnie groźnie. - Jeżeli goście każą ci coś zrobić to bez gadania masz to wykonać - przymrużył oczy.
Bez żądnego uszczypliwego komentarza wyszłam.




- Boże! Czy ten dzień może być jeszcze gorszy? - spojrzałam na kolorowy sufit.
Podeszłam do baru i kazałam Benowi zrobić mi jakiegoś mocnego drinka. Wypiłam go i oparłam czoło o zimny blat barowy. Miałam dość.
Nagle usłyszałam chrząknięcie za sobą. Niechętnie podniosłam głowę.
- Odnośnie tego tańca... - spojrzałam na Matta zamglonym wzrokiem - To chcę, żebyś wykonała go w takim stroju, jak twoje koleżanki.




 





Powiedział i odszedł.
Z powrotem położyłam głowę na blat.
- Idę się wieszać.
Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego on to robi. Czy ja mu podpadłam czy co? Rozumiem, że nie darzył mnie sympatią... To była niechęć obustronna. Tylko czemu w tak perfidny sposób wykorzystuje nadarzającą się okazję. Podniosłam głowę i spojrzałam na pustą szklankę przede mną. W mojej głowie zapaliła się czerwona lampa. Wypiłam dziś już dwa drinki. Dzień się jeszcze nie skończył i jak tak dalej pójdzie to zostanę alkoholikiem. Właściwie w tej chwili było mi wszystko jedno. Miałam się upokorzyć przy tłumie ludzi, w większej ilości mężczyzn, którzy będą mnie obłapiać wzrokiem. Nie chciałam tego, bo bardzo cenie sobie intymność. Duży wpływ na moją niechęć ma również fakt, że przez długi okres życia byłam sama. Teraz się dziwię samej sobie, że nie zdziczałam na tyle by unikać ludzi. Jednak to co miałam zrobić przekraczało wszelkie granice dobrego smaku, nie obrażając Kate i reszty tancerek. Po prosu nie czułam się na siłach, by zrobić coś tak odważnego. Zatańczyć bym mogła, w tym nie widziałam problemu. Jednak to, że miałam tańczyć bardzo skąpo ubrana bardzo mnie odstraszało. Ostatnią osobą, która w ogóle widziała mnie w bieliźnie był leśniczy oddalony o kilometr.  O ile w ogóle na mnie patrzył.
Miałam mętlik w głowie. Najchętniej wyszłabym stamtąd i już nigdy nie wracała. Jednak nie mogłam się od tak poddać. Chciałam zemścić się na Macie. Na razie jeszcze nie wiem jak, ale znajdę sposób, by tak samo cierpiał jak ja.


Wstałam i oparłam rękę o blat. Kiwnęłam głową do Bena i ruszyłam w stronę zaplecza. Gdy otworzyłam drzwi okazało się, że pomieszczenie nie jest puste. Na krześle przy lustrze siedziała Kate i paliła papierosa. Spoglądała na swoje odbicie zalotnie. Widocznie przeszkodziłam jej w wyszukiwaniu najbardziej ponętnych min, jakimi mogła obdarzyć mężczyznę. 
- Hej. Właśnie cie szukałam - skłamałam. Podeszłam do niej i usiadłam obok na drewnianym stołku.
- A w jakiej to sprawie - zaciągnęła się mocno papierosem.
- Dostałam specjalne zlecenie i będę musiała zatańczyć na rurze.
Kate otworzyła szerzej oczy i zrobiła usta jak kaczka.
- Kontynuuj.
- Chodzi o to, że potrzebuje mieć taki stój jak ty.. znaczy nie dokładnie taki sam tylko.. noo.. tak samo skromny - przygryzłam wargę. Troszkę to źle ujęłam.
- Chcesz to ci mogę pożyczyć, tylko nie wiem, czy rozmiar będzie pasował. 






http://media.tumblr.com/tumblr_m4uzubCOEv1rqrk6x.gif  



- O to się nie martw - uśmiechnęłam się i wytarłam spocone ręce o uda.
Kate wstała i podeszła do wielkiej skrzyni w rogu pomieszczenia. Otworzyła ją i zaczęła w niej grzebać wyciągając co rusz inną rzecz i kręcąc głową odkładała ją obok swoich ud. W końcu wyciągnęła czarne spodenki, koszulkę na ramiączkach, czarną perukę i podała mi je, wstając z klęczek.
- Po co mi peruka? - zmarszczyłam brwi.
Kate obeszła mnie i wbiła swój przeszywający wzrok. 
- Nie wszyscy muszą wiedzieć kim jesteś - wzruszyła lekko ramionami. - Będziesz się czuła bardziej komfortowo - puściła mi oczko i wyszła kręcąc biodrami.
Stałam na środku pokoju trzymając w rękach ubrania. Nie byłam pewna tego co chce zrobić, wręcz zadziwiło mnie to, że się na to zgodziłam. Podeszłam do drzwi i wystawiłam głowę, by się upewnić, że do pomieszczenia nie wparuje niezapowiedziany gość. Rozebrałam się i szybko ubrałam rzeczy od Kate. Niepewnie podeszłam do lustra i zaczęłam siebie oglądać. W duchu stwierdziłam, że nie wyglądam tak źle. Można by nawet rzec, że seksownie. Okręciłam się wokół własnej osi i zaśmiałam się zakrywając usta. 
- Aaj głupia, głupia. Czemu ty sama tyle problemów stwarzasz. 
Powiedziałam do swojego odbicia i złapałam się za boki. Podeszłam bliżej lustra i się przestraszyłam. Niby figurę mam fajną, ale makijaż już mi dawno spłynął. Usiadłam na krzesło i przetarłam lekko oczy, bo zaczynały mnie szczypać. Po swojej lewej stronie zauważyłam szczotkę. Rozpuściłam skołtunione włosy i je rozczesałam. Spięłam je w kok i założyłam perukę. Chciałam poprawić sobie ten nieszczęsny makijaż, a że nie miałam przy sobie rzeczy, więc pożyczyłam je od Kate. Chciałam wyglądać drapieżnie, więc postawiłam na mocny makijaż. 
Gdy właśnie malowałam oko do pokoju weszła Kate.
- O! Widzę, że się rozgościłaś - podeszła do lustra. 
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu? - spojrzałam na nią, a jej kąciki ust zadrgały.
- Nie, oczywiście, że nie mam. Poza tym jak byś wyglądała z pomalowanym jednym okiem - zmarszczyłam brwi nie rozumiejąc.
Kate wywróciła oczami, złapała mnie za twarz i obróciła ją w stronę lustra.
- Patrz, jakby ci ktoś oko podbił - zaśmiała się lekko.
- Faktycznie - wybuchnęłam śmiechem, a ona do mnie dołączyła.
Złapała mnie za ramiona i powiedziała.
- Jane, ja zmykam z powrotem na sale - zaczęła się wycofywać. - A tobie życzę udanego występu.
- Nie dziękuję - pokazałam jej język, co ona również uczyniła i wyszła.
Dokończyłam malowanie oczu, pomalowałam usta krwistą szminką  i wyszłam z pomieszczenia. Stanęłam zaraz za drzwiami i zamarłam.  W klubie wydawał się być jeszcze większy tłok niż zwykle. Nie wiedziałam co robić. Wzrokiem przeczesywałam kolejno stoliki, aż ujrzałam Matta. Siedział dumny jak paw, w jego oczach błyszczały iskierki zwycięstwa. Zacisnęłam mocno pięść. Spojrzałam na rurę i przymrużyłam oczy.
- Raz się żyje. 
Pewnym krokiem ruszyłam w stronę d-ja. Podałam mu nazwę piosenki i nim pojawiły się pierwsze dźwięki "Dirty Diana" wskoczyłam na podest z rurą. 


Taniec Jane


------------------------------------
Wesołych Świąt! :D

niedziela, 14 grudnia 2014

7 Suprice, Surprise!





Gdy tylko ją zobaczyłam, zaczęłam ją wołać. Szybko ruszyłam w jej kierunku, a ona stała i rozglądała się. Podeszłam do niej i szybko wypaliłam.
- Jest sprawa.
Nim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć złapałam ją za rękę i wyprowadziłam na zaplecze. Puściłam jej dłoń i stanęłam przed nią krzyżując ręce. Musiałam wyciągnąć z niej jak najwięcej informacji.
- Podobno widziałaś wczoraj Meg..
- Tak - skinęła lekko głową.
- A potem za nią poszłaś - stwierdziłam i wbijałam w nią swój wzrok, czekając na dalsze wyjaśnienia.
- Co? - zmarszczyła brwi. - Nie poszłam za nią, poszłam do szefa. -  Przerwała i zaczęła nad czymś rozmyślać co mnie rozwścieczyło. Chciałam z nią normalnie porozmawiać a ona sobie uciekała w myślach do krainy marzeń.
- Nie zaprzeczaj! Ben mi wszystko powiedział - przerwałam na chwilę.- Poza tym, zostawiłaś mnie, jak było pełno pracy i poleciałaś do tej zołzy - nie kryłam swojego żalu, ale musiałam się uspokoić, inaczej nic bym się nie dowiedziała. Wzięłam głęboki wdech i złapałam ją za ramie. Chciałam jej na spokojnie przemówić do rozumu.
- Jane, ty nie wiesz w co się wplątujesz.
- O czym ty mówisz? - zrzuciła moją rękę i zaczęła się wycofywać. Wyglądała na lekko przerażoną. Nie chciałam jej przestraszyć, ale widocznie nie było innego wyjścia.
- Cokolwiek ci Meg powiedziała, nie wierz jej! - krzyknęłam i złapałam się za głowę. Te jej udawanie niewiedzy strasznie mnie denerwowało. Chciałam jej pomóc a ona odpychała moje rady, mnie. Musiałam dalej próbować, do skutku. Znów do niej podeszłam i tym razem złapałam ją za twarz. - Cokolwiek ci oferowała.. - przerwałam i spuściłam wzrok, bo zrobiło mi się nie dobrze. Nie wiedziałam jak to jej powiedzieć, nie raniąc jej. W końcu nie wiedziałam czy tak na prawdę się spotkały.- proszę cię, nie zgadzaj się - puściłam ją odeszłam.


Stałam tak przez dziesięć minut. Osłupiała. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Cała ta sprawa z Meg zaczyna się robić coraz bardziej dziwna. Jednak dobrze myślałam, szef nie płacił jej wypłaty, tylko jakieś łapówki. Jedyne co mi pozostało, to trzymać się od tego z dala.
Przebrałam się i ruszyłam do pracy. Dziś nie było już miłej pogawędki z Benem. Przestałam mu ufać po tym jak mnie obgadywał z Niną. Z nią też nie rozmawiałam. Po tym co odwaliła na zapleczu miałam jej dość. W ogóle dzisiaj taka zła atmosfera w klubie była. Nieszczęście było czuć z daleka.
Właśnie wycierałam stolik kiedy zawołał mnie Ben. Podeszłam do niego z kwaśną miną nie kryjąc niechęci.
- Jane, szef cię woła.
Nie informując Niny o chwilowo dodatkowej robocie poszłam do szefa. Tym razem nie wiedziałam co on może ode mnie chcieć. Mianowicie było mi to obojętnie. Już bardziej nie u miał mi nikt popsuć humoru. Otworzyłam drzwi, weszłam a on jak zwykle pokazał mi krzesło obok biurka. Usiadłam i czekałam na to co powie.
- Jane, dziś mam dla ciebie zadanie specjalne. Do naszego lokalu przyjadą znane gwiazdy i chcę byś się nimi zajęła. Są bardzo wymagający ale mam nadzieje, że to nie jest dla ciebie żaden problem - uśmiechnął się życzliwie.
- Nie, oczywiście, że nie szefie. Jak będą chcieli to im nawet tyłki podetrę - uśmiechnęłam się sztucznie i szybko wyszłam.
Widocznie niektórzy uważają, że mam za mało problemów i mi jeszcze kolejne dorzucają. Oh! Jak ja nienawidzę nadętych, gburowatych ludzi. Złapałam tace i szybkim krokiem przeszłam koło lady barowej.
- Heeej księżniczko! - krzyknął za mną Ben, spojrzałam na niego mrużąc oczy i marszcząc nos. - Złość piękności szkodzi - zaśmiał się głośno. Przyjęłam to jako zachętę do rozmowy.
Podeszłam do niego i usiadłam na krześle brzy barze.
- Wiesz co sobie wymyślił szefuńcio, który tylko pierdzi w stołek? - zaśmiał się. - Mam się zajmować jakimiś szychami, które każą mi latać z kąta w kąt i będą mną dyrygować.
- Nie spinaj pośladów mała. Może nie będzie tak źle - uśmiechnął się przyjaźnie. - A wiesz kto to w ogóle ma przyjść?
- Szczerze, to byłam taka wściekła, że zapomniałam zapytać - przygryzłam wargę.
- Może przyjdzie Johnny Depp albo Bratt Pitt? - uśmiechał się głupkowato, więc dałam mu sójkę w ramię.
- Ej, nie za wesoło ci czasem? - spytałam - Ty coś z Niną tam na zapleczu paliłeś jak mnie nie było czy co? - zaśmiałam się lekko.
- Nawet nie wiesz jaki mocny ma Nina towar - wybuchnęliśmy śmiechem.
Złapałam go za ramię i powiedziałam smutno.
- Ben, ja muszę już iść.
- Gdzie? - spytał zszokowany.
- Do pracy gamoniu - i znów wybuchnęłam śmiechem. Złapałam notes i przechodząc koło stolików poczułam, że ktoś złapał mnie za pośladek. Odwróciłam się z zamiarem spoliczkowania zuchwalca, ale zamarłam w bezruchu.
- Co tam u ciebie słychać mała wiedźmo? - uśmiechnął się szelmowsko.
- Co ty tu robisz? - spytałam zszokowana.
- Przyszedłem pooglądać jak panienki kręcą tyłkami. Nie spodziewałem się, że ujrzę też twoje dupsko - otworzyłam usta i spoliczkowałam go.
- Następnym razem jak będziesz miał kolejny, tak beznadziejny komentarz to zachowaj go dla siebie.
Odwróciłam się i odeszłam głośno stukając obcasami.
- Co za dupek, co za dupek, co za dupek - cicho szeptałam. Stanęłam przy barze i rzuciłam notesem. - Myśli, że ma pieniądze to go kultura osobista nie obowiązuje.
- Kogo? - Ben spytał zaciekawiony.
- Widzisz tamtego mięśniaka z tatuażami co siedzi przy 7 stoliku?
- No widzę.
- Musze się na nim zemścić - powiedziałam cicho i uśmiechnęłam się nikczemnie. - Ale na razie zrób mi jakiegoś mocnego drinka - zrobiłam do Bena słodkie oczka.
- Już się robi szefowo.
Zrobił mi kolorowy drink i postawił mi go przed twarzą. Chciałam wypić do za jednym razem, ale był za mocny i gdy zapiekł mnie w gardło prawie go wyplułam.
- Coś ty tam dodał? - spytałam krzywiąc się.
- Tajemnica zawodowa - uśmiechnął się tajemniczo.
- Mam nadzieje, że nie wlałeś tam trutki - puściłam mu oczko.
- Spoko mała, za bardzo cię lubię by ci to zrobić.
- O jak miło - uśmiechnęłam się i dopiłam drinka. - Ja zmykam dalej walczyć z potworami. Ciekawi mnie tylko kiedy przyjadą te gwiazdy - rozmarzyłam się, a Ben spojrzał na mnie z byka.
- A nie pomyślałaś, że ten mięśniak, który złapał cię za pośladek jest tą gwiazdą?
- Nie powiedziałam ci, że mnie złapał za pośladek - spojrzałam na niego oszołomiona.
- Widziałem to, ale kobieto, to nie to było głównym wątkiem mojej wypowiedzi - spojrzałam na niego pytająco. - Ten mięśniak chyba jest tą gwiazdą, którą miałaś się zajmować - spojrzał na mnie z dziwną miną. - To w końcu on siedzi przy samej scenie na miejscu honorowym.
- Co? Nie! To nie możliwe - zmieszałam się.
Pędem poleciałam do biura szefa. Otworzyłam drzwi i wparowałam jak burza.
- Czy tą gwiazdą, którą miałam się zajmować jest wokalista z Avenged Sevenfold? - zmarszczyłam brwi.
- Powiem ci jeszcze lepszą wiadomość. Zjawi się nie tylko wokalista, ale cały zespół.
- To dlaczego jest tylko wokalista a reszty nie ma? - spytałam zawiedziona. Chciałam zobaczyć Jimmy'ego.
- Nie wiem, sama się go spytaj - spojrzał na mnie spod okularów.
- Ooo nie! Co to, to nie - zmarszczyłam brwi i nos wypuszczając głośno powietrze. - Nie dało by się tego jakoś zamienić? - spytałam, a szef spojrzał na mnie z zapytaniem w oczach - No, że Nina by się nimi zajęła, a ja resztą gości.
- Nie, nie da się zamienić. Ty chciałaś zarobić więcej pieniędzy. Za to dostaniesz duży napiwek, dlatego zmykaj jak najszybciej do nich, bo każda minuta warta jest złota - uśmiechnął się i pokazał mi ręką drzwi.
- Ale... - jęknęłam, szefuńcio mi przerwał.
- Nie ma żadnego ale. Sami się nie obsłużą.
Wyszłam ze spuszczoną głową. Siadłam przy barze i patrzałam tempo na tacę.
- Co, nie zgodził się?
- Czy ty mnie szpiegujesz, że tak wszystko wiesz? - spojrzałam na niego z wyrzutem. - Albo po prostu jestem tak przewidywalna - stwierdziłam ze smutkiem spuszczając głowę.
- No raczej to drugie - położył mi rękę na ramie. - Mała, nie smuć się, poradzisz sobie.
- Ale ja nie chce sobie radzić - spojrzał na mnie skołowany. - Nie chce mieć z nim nic wspólnego.
- Zobaczysz, nim się obejrzysz on opuści ten lokal - uśmiechnął się delikatnie.
- Obyś miał rację.
Wstałam i zrezygnowana złapałam notes. Nakleiłam na usta uśmiech numer 45 i podeszłam do stolika od niechcianego gościa.
- Co panu podać? - spytałam spokojnie.



                   https://33.media.tumblr.com/0061e198d5ff951d8e75534caf617179/tumblr_n96swbwpek1tcvpizo2_400.gif



poniedziałek, 8 grudnia 2014

6 Oh stranger, stranger. Stranger things have happened, I know.

(piosenka niepowiązana z rozdziałem)


Wchodząc do klubu czułam przedziwną ekscytację. Dziwiło mnie to, bo pracowałam tu już od tygodnia i wydawało mi się, że pierwsza fala zachwytu minęła. Jednak ten wieczór miał być wyjątkowy, takim się wydawał.
Przywitałam się z Benem i Niną.
Zdążyłam już ich zaakceptować w swoim gronie znajomych. Nie miałam takich oporów jak na początku. Wiedziałam, że Nina jest szalona. Ona wciąż przypominałam mi to swoim zachowaniem.
Spojrzałam na pełną salę. Mój wzrok przykuły dziewczyny tańczące na rurze.
W piątek, gdy zobaczyłam te półnagie ciała wprawione w ruch byłam zaskoczona. Nie wiem, jakim cudem prędzej nie zauważyłam tutaj tych prętów. Od razu skojarzyło mi się to z burdelem. Nie byłam przyzwyczajona do takich rzeczy, takich widoków. W sali znajdowały się trzy rury do tańczenia. Jedna przy scenie a dwie koło stolików. Dziewczyny na nich poruszały się zmysłowo. Na początku byłam zdumiona ich frywolnym zachowaniem. Jednak po dłuższym namyśle stwierdziłam, że jest to praca jak każda inna. Dziewczyny nie rozbierały się, tylko zmysłowo tańczyły. Nic w tym złego.
Skinęłam jednej z nich, gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały. Chyba to była Kate, o ile dobrze pamiętam. W pracy nie gadałam z nią, ani z resztą tancerek, bo nie było na to czasu, a po robocie nikt nie miał na to siły.
Chwyciłam tace z  drinkami i zaniosłam je do stolika. Dziś zapowiadał się duży ruch, w końcu był to piątek. Każdy chce się zrelaksować po ciężkim tygodniu. Też chciałam się rozluźnić, więc na powitanie wypiłam duszkiem drinka. Od razu poczułam się lepiej. Naładowana energią ruszyłam do pracy. Czas płynął mi szybko. W przerwach pomiędzy zamówieniami rozmawiałam z Benem. Opowiedział mi trochę o sobie. Dowiedziałam się, że Ben jest wokalistą zespołu rockowego. W barze zarabia na wydanie albumu. Jak każdy muzyk miał wielkie ambicje i chciał być sławny.
Do głowy wpadł mi szalony pomysł. Potrzebowałam jednej zgody, by w cielić go w życie. Odruchowo spojrzałam na drzwi prowadzące do biura szefa.
Zmarszczyłam brwi. Jakaś dziewczyna szła w cieniu co chwila oglądając się za siebie. Jej zachowanie mnie zaintrygowało. Zerknęłam na Bena i spytałam mrużąc oczy.
- Znasz tą dziewczynę?
- Którą? - naciągnął szyję.
- Tą, co tak się przy ścianie skrada - skinęłam lekko głową w tamtym kierunku. Ben szukał wzrokiem po sali. - Teraz drzwi otworzyła - wywróciłam oczami.
- Aaa ta. Znam ją - spojrzał na mnie z góry. - To Meg - uśmiechnął się przyjaźnie. Widząc mój pytający wzrok ciągnął dalej. - To ta kelnerka, która ma zmianę z Miguelem.
- Aaa - popatrzałam w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą była. Jakoś nie wydawała się zbytnio przyjazna. Co prawda z nią nie rozmawiałam, nie powinnam jej tak oceniać, ale te podejrzane zachowanie i ekscentryczny ubiór wywoływał u mnie  takie refleksji.
Potrząsnęłam głową i złapałam drinki. Szybkim krokiem zaniosłam je na odpowiedni stolik. Wracając do Bena przypomniał mi się mój wcześniejszy pomysł. Ta cała Meg wybiła mnie z własnych myśli. Rozejrzałam się po sali. Nie było dużego ruchu. Szukałam wzrokiem Niny.
Po chwili udało mi ją znaleźć, biegającą wokół stolików.
- Hej.. Muszę na chwile wyjść. Poradzisz sobie? - złapałam ją za ramiona i spojrzałam jej głęboko w oczy, bo zdawała się nie kontaktować z rzeczywistością.
- Ta jasne, leć - uśmiechnęła się do mnie.
- Dzięki.
Idąc odwróciłam się jeszcze i spojrzałam na Ninę, by upewnić się, że sobie poradzi. Szybkim krokiem doszłam do wyznaczonego celu. Otworzyłam drzwi, w których przed chwilką stała Meg. Idąc długim korytarzem zastanawiałam się, jakby tu przekabacić szefa. Nie miałam bladego pojęcia jak to zrobić. Nie znałam go dobrze, więc nie potrafiłam przewidzieć jego zachowania. Postanowiłam, że pójdę na żywioł. Stojąc przed drzwiami, odetchnęłam i otworzyłam je.
Moim oczom ukazał się dziwny obrazek. Przy biurku stała Meg i trzymała w ręku żółtą kopertę. Gdy mnie zobaczyła od razu ją schowała i bez słowa wyszła trącąc mnie lekko barkiem. Skrzywiłam się i szukając wyjaśnienia sytuacji spojrzałam na szefa. On jak zwykle miał pokerową twarz. Wskazał ręką na krzesło bym usiadła. Wciąż marszcząc brwi uczyniłam to. W ciszy wpatrywałam się w niego nie potrafiąc poskładać myśli. Czyżby płacił jej jakieś łapówki? Tylko po co... Z zamyślenia brutalnie wyrwał mnie głos szefa.
- Jane, czemu nie jesteś na sali? - spytał surowym tonem. Potrząsnęłam głową, by pozbierać myśli.
- Wpadłam na pewien pomysł - uśmiechnęłam się zachęcająco.
Zapoznałam szefa z moją koncepcją. Jego reakcja mnie lekko zadziwiła. Jakoś nie okazywał radości ni nic, żadnych uczuć. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Może to jednak nie był dobry pomysł? Biłam się z myślami.
Wyszłam i nie miałam ochoty na nic. Trochę mnie ta sytuacja zdołowała. Do zamknięcia lokalu pozostały jakieś 4 godziny. Bez namysłu złapałam tace i ruszyłam z powrotem w wir pracy.
Po kolejnej ciężkiej nocy, a nawet ranku nie miałam siły na nic. Jednak pracowanie do 5 nad ranem nie jest dobrym pomysłem. Ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. A właściwie.. Ostatnich klientów wywaliliśmy z lokalu. Te pijusy ledwo co utrzymywały się na nogach. Gdyby nie oni już dawno byłabym w domu w moim ciepłym łóżeczku. Kto to w ogółe wymyślił, żeby siedzieć i czekać do wyjścia ostatnich gości? Ah, no tak, mój wspaniałomyślny szefuńcio. Ten to potrafi szybko człowiekowi popsuć humor.. Szczerze? Nie jestem na niego zła....No dobra, może troszkę. Zgodził się wcielić w życie mój plan za co byłam mu wdzięczna, ale i tak irytowała mnie jego postawa. Wydawał się być taki obojętny, przez co bałam się, że coś pójdzie nie tak. Musiałam od razu wziąć się za organizowanie wszystkiego. Ustaliłam z szefem niespodziankę na piątek. Tydzień to jednak mało czasu, gdy szykuje się tak wielką imprezę. Na razie postanowiłam nie zawracać sobie tym głowy.
Za oknem robiło się powoli jasno. Wyszłam z lokalu pewnym krokiem. Choć marzyłam w tej chwili o moim ciepłym łóżeczku, postanowiłam wrócić do domu spacerkiem. Nic mnie nie goniło, a pogoda była piękna.
Gdy doszłam do domu było już  całkiem widno. Szybki prysznic zmył ze mnie wieczorne męczarnie. Po nastawieniu budzika ułożyłam się wygodnie do snu. Nie minęła chwila, a ja byłam już daleko w swojej krainie.

 

Rano obudziłam się pomięta. Teraz współczuje wszystkim po czterdziestce. Mówią, że po tym wieku jak się obudzisz i nic cie nie boli to znaczy, że nie żyjesz. Nie dziękuje, ja niby mam dużo mniej lat a i tak mnie wszystko boli, nawet tyłek. Niechętnie wstałam z łóżka. Za wczorajszy pracowity dzień postanowiłam zrobić sobie ucztę królów. Ubrałam się w miarę tak, by nie rzucać się w oczy. Spięłam włosy w koczek i wyszłam z domu zabierając ze sobą torebkę. Spacerkiem dotarłam do pobliskiego sklepu spożywczego. Spakowałam do wózka najpotrzebniejsze rzeczy i udałam się do kasy. Blisko sklepu była mała kafejka z bardzo pyszną kawą. Złapałam swoje torby i tam się udałam. Stojąc przy kasie mój wzrok przykuł plakat leżący na ladzie. Gdy przeczytałam pierwsze literki prawie mi oczy wypadły, już nie potrzebowałam kawy. Złapałam plakat i szybko wyszłam ze sklepy. Nagle usłyszałam jakieś krzyki i po odwróceniu się zobaczyłam młodego chłopaka biegnącego w moją stronę. W rękach trzymał moje torby. No tak, już całkowicie straciłam głowę. Złapałam moje toboły, podziękowałam mu i prędko odeszłam.
Gdy dotarłam do domu zrobiłam sobie jajecznice z ryżem (brzmi abstrakcyjnie, ale jest na prawdę pyszne) i zjadłam ze smakiem. Przeczytałam całą zawartość plakatu i nie potrafiłam uwierzyć w to co widzę.
Wzięłam go w ręce i po dłuższym wpatrywaniu się w niego zgniotłam go i wrzuciłam do kosza.
Resztę dnia spędziłam na siedzeniu przed telewizorem i objadaniu się chipsami. Nim się obejrzałam przyszła godzina na wyjście do pracy.

 ---------------------------------

Podziwiam was, podziwiam wszystkie kobiety: matki, żony, córki, które potrafią znaleźć czas na napisanie rozdziału i wrzucenie go do internetu. Dla mnie znalezienie chwili na opowiadanie jest strasznie trudne. Może to dlatego, że jestem nastolatką.
 Nic nie obiecuje odnośnie dalszego prowadzenia bloga. Aktualnie mam napisany jeszcze jeden rozdział, który wrzucę niebawem. Mam nadzieje, że jeszcze coś stworzę.
 

niedziela, 5 października 2014

5 Odwlekasz chwilę, aby w końcu jednak z domu wyjść...



Wybiegłam z lokalu. Zła, ale z podniesioną głową. 
Nie wiem, co ten facet sobie myślał. Prawie mnie tam zgwałcili i jeszcze miałabym tam niby pracować? Niedoczekanie jego!
Poprawiłam torebkę na ramieniu i szybkim krokiem wróciłam do domu. Zrzuciłam okrycie w kąt i popędziłam do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki lody czekoladowe, zaniosłam je na kanapę. Po chwili wróciłam z grubym kocem. Owinęłam się szczelnie i włączyłam pierwsze lepsze romansidło. 
Określić mnie jako wściekłą to mało powiedziane. Ja się gotowałam od środka. Co on sobie myślał? Ciągle zadawałam sobie to pytanie nie znając odpowiedzi. Wzięłam spory kawał lodu do ust. 
Nagle mnie oświeciło. Szybko wstałam i pobiegłam do portfela. Otworzyłam go z nadzieją, lecz gdy zobaczyłam jego zawartość zamarłam. Pozostało mi marne 50 złotych. Na szczęście prędzej opłaciłam wszystkie rachunki i te ostatnie pieniądze pozostały mi na jedzenie. Zaczęłam w panice krążyć po pokoju próbując wymyślić jakieś dobre rozwiązanie. Nic rozsądnego nie przychodziło mi do głowy. Wiedziałam, że jedyne czego teraz potrzebowałam to dobrze płatna praca. W ostateczności mogłam iść pod latarnie, ale aż tak zdesperowana nie byłam. 
Złapałam gazetę i przeczytałam ją od a do z. Nie znalazłam nic. Włączyłam laptop i tam szukałam przez bardzo długi czas jakiejś pracy. Znajdywałam różne, ale zawsze były w niej jakiś minus, który od razu ją przekreślał. To za daleko, to za mało płatna, wykształcenie nie te i tym podobne. Najlepszą ofertą była właśnie ta, którą  dziś odrzuciłam. Biłam się z myślami. 
Znalazłam jeszcze trzy w miarę atrakcyjne oferty. Do pierwszych dwóch wysłałam CV, a do trzeciego miałam zamiar pójść następnego dnia. 
Na. Chciałam cieszyć się każdym dniem spędzonym z najbliższymi. Niestety los nie dał mi takiej możliwości. Jedyne, co teraz miałam to samotność. 
Potrzebowałam zmiany. Chciałam poczuć się wolna. W końcu uwolnić się od codziennych zmartwień. Od tego uczucia, które towarzyszyło mi każdego dnia. Od wewnętrznego strachu, który paraliżował mnie. Bałam się, że wszystko stracę, choć nie było tego dużo. 
Miałam najgorsze myśli. Widziałam siebie śpiącą pod mostem. Przerażała mnie niepewność o jutro, o dach nad głową. Dziie potrafiąc nic wymyślić bardziej kreatywnego poszłam spać.


2 dni później.
Wczoraj byłam w biurze starając się o prace. Niestety i tym razem się nie powiodło. 
Gdy wróciłam do domu czekały już tam na mnie hiobowe wieści. Obydwie moje oferty zostały odrzucone.
Miałam dość wszystkiego. Męczyło mnie wstawanie i kładzenie się spać o suchym pysku. Czułam się jak biedak. Jedyne co posiadałam to dom, ale przesiadywanie w nim i patrzenie na białe ściany wcale mi nie pomagało. Miałam dość tego miejsca i nieszczęść z nim związanych. 
Zupełnie inaczej wyobrażała sobie moje życie. Tak, jak każdy chciałam mieć własny domek, kochającego męża, dwójkę dzieci i ps
ś jestem tu, a jutro może mnie nie być.. Nigdzie.
Tak, najłatwiej ukrócić sobie męki i poddać się. Ja tak nie potrafiłam. Za bardzo kochałam życie.. chociaż? To nie o to chodziło. Byłam zbyt wielkim tchórzem, by podciąć sobie żyły. 
Mimo tego psychicznego nacisku dalej żyłam. Właśnie siedziałam na krześle i tempo patrzałam w ścianę. Nie chciałam tu siedzieć. Nie chciałam tu być. Wspomnienia przelatujące przez moją głowę przyprawiały mnie o mdłości. Miałam dość tego miejsca i nieszczęść z nim związanych. Wciąż pytałam siebie - kiedy to się skończy?- i tak nie znając odpowiedzi.
Wkopałam się w wielkie bagno nawet nie wiem kiedy.
Zerwałam się z kanapy. Nie mogłam wiecznie przy niej gnić. Złapałam moją torebkę i wyszłam z domu, zostawiając w nim wszystkie złe duchy.
Szłam przed siebie ciężko rozmyślając. Podążałam nie zastanawiając się gdzie idę. W końcu, po półgodzinnej powolnej przechadzce stanęłam przed lokalem o nazwie "Dirty Diana". Był to ten sam, w którym szukałam swojej pierwszej pracy. Nie wiedziałam, dlaczego nogi akurat tu mnie przyniosły. Wydawało mi się, że to był znak.
Weszłam do budynku zanim zdążyłabym się rozmyślić. Od razu skierowałam się do biura szefa. 
- Witam, witam - powiedział wesoło. - Co cię sprowadza do mnie moje dziecko? - na te określenie skrzywiłam się.
Powoli podeszłam do jego stolika i usiadłam patrząc mu prosto w oczy. Nie miałam nic do stracenia, a szansa na zysk była większa niż mi się wydawało.
- Czy dalej potrzebujecie kelnerki? - spytałam bez uczuć. On uśmiechnął się dziwnie i zatarł ręce.
- Tak.. wiesz.. nie przyjąłem tamtej dziewczyny, bo potrzebuje silnych osób. A widzę, że ty taka jesteś. - uniosłam lewą brew. Jakoś nie wierzyłam w te brednie. Takie kity mógł wciskać każdej innej dziewczynie, nie mnie.
- To bardzo ciekawe - spojrzałam na niego spod rzęs. - Jeżeli jestem taka wyjątkowa o nie będzie ci przeszkadzać mój warunek - uśmiechnęłam się w duchu chytrze. 
- No słucham - jego twarz z rozbawienia przybrała ostre rysy.
- Chcę pracować w innych godzinach niż ten wasz kelner. Najlepiej jakbym go w ogóle nie widywała - założyłam ręce na piersi i czekałam na jego reakcje. Przyznam, że prędzej wahałam się lekko nad tym, czy ustalać swoje reguły, ale po chwili pochwaliłam siebie w duchu. Sam mówił, że potrzebuje silne osoby, a tym zachowanie jedynie to potwierdzałam.
Jego twarz przybrała całkiem inny wyraz. Nie potrafiłam rozpoznać co teraz myśli. Ogólnie wydawał się ciężką osobą do rozszyfrowania. Już przy pierwszym naszym spotkaniu nie potrafiłam nic wyczytać z jego postawy. Nawet jego oczy były bez wyrazu, a przecież się mówi, że oczy to zwierciadło duszy.
- Dobrze, zgodzę się na to, ale też mam jeden warunek. Nie mów do mnie na ty - spojrzał na mnie groźnie. - Jak już to " Tak szefie". Zrozumiano? - zmrużył oczy.
- Tak szefie - wywróciłam oczami.
- E! - spojrzałam na niego zdezorientowana - I nie pokazuj mi swoich humorków, bo na powitanie wylecisz - skrzywiłam się. 
Dziwny gość. Najpierw mówi, że potrzebuje mocne charaktery, a potem ma pretensje o moje zachowanie. Nie ma tak kolego, albo jedno, albo drugie. 
Od razu zrozumiałam, że przez to będą spięcia.. i to duże.
- Od kiedy mam zacząć pracę? - spytałam znudzona. 
- Od teraz - powiedział uśmiechając się złośliwie, na co ja zmarszczyłam brwi.
- A nie od jutra?
- Jeżeli chcesz mieć zmianę z Miguelem - powiedział akcentując to imię, przez co aż się we nie zagotowało. - Dla mnie to żadna różnica czy będziesz pracować od dziś, czy od jutra - zrobił swój firmowy uśmiech.
- To ja dziękuje bardzo. Ja wychodzę - wstałam z udawanym zamiarem wyjścia, jednym okiem bacznie obserwując jego reakcję.
- Gdzie idziesz? - na moje słowa wstał i spytał zdezorientowany moim zachowaniem.
- No do pracy, a gdzie? - spytałam głupio. On jedynie pokiwał mi palcem i się lekko uśmiechnął. Udało mi się mu dopiec. Czuję, że ta praca będzie niezłą przygodą.
Wyszłam z biura i weszłam na sale. Nie było dużego ruchu z czego się cieszyłam. Jeszcze mi tego brakowało, żeby biegać jak głupia z drinkami od jednego stolika do drugiego. Choć wiedziałam, że przyjdzie też taki czas, na razie nie zawracałam sobie tym głowy.
Podeszłam do barmana.
  



 http://25.media.tumblr.com/tumblr_m9mrmjTmFr1qkx42ao1_500.gif



Jego kanadyjska uroda mnie onieśmielała, ale już po chwili nie zwracałam uwagi na to, że rozmawiam z takim ciachem. Zilustrowałam mu moją sytuacje, a on opowiedział mi jakie są moje zadania i przedstawił nową koleżankę.









- Jane, to jest Nina. Nina - Jane. Jane będzie od teraz drugą kelnerką - wyjaśnił szybko Ben.
- Hey Jane. Jak się ciesze, że w końcu kogoś zatrudnił ten stary, wybredny piernik. Przez ten zapieprz ledwo nadążam - uśmiechnęła się słodko.
- Hey - przygryzłam wargę nie wiedząc, co odpowiedzieć na jej przypływ zwierzeń. - Mam nadzieje, że będzie nam się dobrze pracowało - użyłam swój firmowy uśmiech. 
- Jane. No weź się rozluźnij. To już nie jest rozmowa kwalifikacyjna - szturchnęła mnie w bok. 
Na szczęście jakiś upierdliwy klient uratował mnie od niezręcznej sytuacji. Nina poszła do niego, a ja zostałam z Benem.
- Ben? - spojrzał na mnie. - Czy ona coś brała? - spytałam całkowicie poważnie. Moja mina najwidoczniej go rozbawiła, bo śmiał się permanentnie. W końcu ochłoną i powiedział. 
- Ona jest taka zawsze. Musisz się przyzwyczaić.
- Aha - nie mając nic więcej do powiedzenia zabrałam się do pracy.


Do domu wróciłam po dwunastej. Byłam strasznie zmęczona. Czułam każdy mięsień nóg i pośladków. I pomyśleć, że to tylko  dziś. Jutro jest piątek, więc będę pracowała do samego rana. 
Okazało, że mój drogi szefunio specjalnie mnie nastraszył pracą z Miguelem. Nie powiem, zmobilizował mnie tym. Teraz już nie mam mu tego za złe, a nawet mu za to w duchu dziękuje. Im prędzej zacznę, tym więcej zarobię. 
Tydzień u nas w lokalu był specjalnie podzielony. Pod poniedziałku do środy pracował Miguel i jakaś dziewczyna o imieniu Meg. Była ich tylko dwójka, bo przeważnie na początku tygodnia nie było dużych tłumów. Od czwartku do soboty pracowałam ja, Nina i Ben. Niedziela pozostawała wolna. 
Cieszyłam się z takiego układu. Czasem zastanawiało mnie, dlaczego jest nas tak dużo, przecież wystarczyłyby tylko trzy osoby, nie pięć. Gdy ta myśl przychodziła mi do głowy, od razu lądowała gdzieś w ukryciu. Nie interesowało mnie to. Ważne, że pracowałam i miałam za co żyć.
Zmęczona dużym wysiłkiem zasnęłam jak niemowlak.

--------------------------------
Ach, te tłumy czytelników..

Nowe postacie w zakładce "Bohaterowie"