Wstałam i zrezygnowana złapałam notes. Nakleiłam na usta uśmiech numer 45 i podeszłam do stolika od niechcianego gościa.
- Co panu podać? - spytałam spokojnie.
- Poproszę Manhattan - szybko zapisałam i odeszłam od stolika. Miałam nadzieje, że obsłużę Matta bez żadnych komplikacji. Podeszłam do Bena.
- Manhattan raz! - krzyknęłam mu blisko ucha.
- Już się robi szefowo - mruknął krzywiąc się z bólu. - Jak ci idzie ujarzmianie bestii? - po chwili spytał poruszając figlarnie brwiami.
- Jak na razie dobrze. Wszystko idzie zgodnie z planem - uśmiechnęłam się szczerze.
- Ooo, to nawet plan przygotowałaś? - spojrzał na mnie z uznaniem. - Mam nadzieje, że nie zamkniesz go w piwnicy i nie będziesz torturować przez miesiąc - zrobił szelmowski uśmieszek.
- Ja? Skądże to przyszło ci do głowy - mina niewiniątka. - Chociaż? - przyłożyłam palec do brody. - Nawet dobry pomysł mi podsunąłeś - poruszałam niecnie jedną brwią, a on spojrzał na mnie z boku.
- Tak szczerze to nie wiem, kto będzie w tym starciu ofiarą - zmierzył mnie wzrokiem. - Już mi szkoda chłopaka - teatralnie pociągnął nosem i otarł niewidzialną łezkę.
Złapałam się pod boki i przekrzywiłam lekko głowę w lewą stronę.
- Benjaminie K. czy ty robisz tego drinka, czy się tylko opierdzielasz? - zwinnie zmieniłam temat. - Dla twojej świadomości dodam, że chcę się tamtego pana jak najszybciej pozbyć, a ty mi w tym nie pomagasz - skrzyżowałam ręce na wysokości biustu.
- Juuuuż kochana, po co te nerwy? - skinął na mnie głową.
- Nie ty obsługujesz tego gbura - spojrzałam na stolik numer 7 i zastukałam paznokciami o blat.
- No leć mała z tym drinkiem - uśmiechnął się i podał mi trunek.
Kołysząc biodrami poszłam do stolika numer 7. W mojej głowie zawitała myśl - nie bój żaby, poradzisz sobie. Uśmiechnęłam się dochodząc do stolika. Mina mi zrzedła, gdy zobaczyłam dziwny błysk w oczach Matta. To wróżyło tylko nieszczęście. Położyłam drink i spytałam na odchodne.
- Coś jeszcze?
Mój sztuczny uśmiech zaczynał mi wychodzić coraz lepiej.
Znów zobaczyłam w jego oczach ogniki. Widocznie moja niechęć do niego, którą było można wyczuć z kilometra w niczym mu nie przeszkadzał. Wydawał się ją nawet nie zauważać, co mnie denerwowało.
Miałam ochotę mu wbić szpilki w tyłek.
Zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechnął się krzywo. Spojrzał mi głęboko w oczy i powiedział cwaniacko.
- Chcę, żebyś zatańczyła na rurze - pokazał palcem na znajdującą się najbliżej.
Spojrzałam na niego jak na debila, potem na rurę i znów na niego.
Spojrzałam na niego jak na debila, potem na rurę i znów na niego.
- Ja tego nie zrobię! - zawyłam wściekle.
- To możesz się już teraz pożegnać z pracą - szef spojrzał na mnie poważnie, a mnie ogarnął szok nie do opisania.
- Pierdolisz - wymsknęło mi się, w odruchu zakryłam usta.
- Co ty powiedziałaś? Chyba się przesłyszałem! - spojrzał na mnie wzrokiem pełnym oburzenia. - Zabieraj tace i zmykaj z powrotem na sale.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę drzwi. Wychodząc zatrzymał mnie jego poddenerwowany głos. - Nie przybiegaj do mnie co chwile z takimi błahymi problemami - odwróciłam się, a on spojrzał na mnie groźnie. - Jeżeli goście każą ci coś zrobić to bez gadania masz to wykonać - przymrużył oczy.
Bez żądnego uszczypliwego komentarza wyszłam.
- Boże! Czy ten dzień może być jeszcze gorszy? - spojrzałam na kolorowy sufit.
Podeszłam do baru i kazałam Benowi zrobić mi jakiegoś mocnego drinka. Wypiłam go i oparłam czoło o zimny blat barowy. Miałam dość.
Nagle usłyszałam chrząknięcie za sobą. Niechętnie podniosłam głowę.
- Odnośnie tego tańca... - spojrzałam na Matta zamglonym wzrokiem - To chcę, żebyś wykonała go w takim stroju, jak twoje koleżanki.
Z powrotem położyłam głowę na blat.
- Idę się wieszać.
Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego on to robi. Czy ja mu podpadłam czy co? Rozumiem, że nie darzył mnie sympatią... To była niechęć obustronna. Tylko czemu w tak perfidny sposób wykorzystuje nadarzającą się okazję. Podniosłam głowę i spojrzałam na pustą szklankę przede mną. W mojej głowie zapaliła się czerwona lampa. Wypiłam dziś już dwa drinki. Dzień się jeszcze nie skończył i jak tak dalej pójdzie to zostanę alkoholikiem. Właściwie w tej chwili było mi wszystko jedno. Miałam się upokorzyć przy tłumie ludzi, w większej ilości mężczyzn, którzy będą mnie obłapiać wzrokiem. Nie chciałam tego, bo bardzo cenie sobie intymność. Duży wpływ na moją niechęć ma również fakt, że przez długi okres życia byłam sama. Teraz się dziwię samej sobie, że nie zdziczałam na tyle by unikać ludzi. Jednak to co miałam zrobić przekraczało wszelkie granice dobrego smaku, nie obrażając Kate i reszty tancerek. Po prosu nie czułam się na siłach, by zrobić coś tak odważnego. Zatańczyć bym mogła, w tym nie widziałam problemu. Jednak to, że miałam tańczyć bardzo skąpo ubrana bardzo mnie odstraszało. Ostatnią osobą, która w ogóle widziała mnie w bieliźnie był leśniczy oddalony o kilometr. O ile w ogóle na mnie patrzył.
Miałam mętlik w głowie. Najchętniej wyszłabym stamtąd i już nigdy nie wracała. Jednak nie mogłam się od tak poddać. Chciałam zemścić się na Macie. Na razie jeszcze nie wiem jak, ale znajdę sposób, by tak samo cierpiał jak ja.
Wstałam i oparłam rękę o blat. Kiwnęłam głową do Bena i ruszyłam w stronę zaplecza. Gdy otworzyłam drzwi okazało się, że pomieszczenie nie jest puste. Na krześle przy lustrze siedziała Kate i paliła papierosa. Spoglądała na swoje odbicie zalotnie. Widocznie przeszkodziłam jej w wyszukiwaniu najbardziej ponętnych min, jakimi mogła obdarzyć mężczyznę.
- Hej. Właśnie cie szukałam - skłamałam. Podeszłam do niej i usiadłam obok na drewnianym stołku.
- A w jakiej to sprawie - zaciągnęła się mocno papierosem.
- Dostałam specjalne zlecenie i będę musiała zatańczyć na rurze.
Kate otworzyła szerzej oczy i zrobiła usta jak kaczka.
- Kontynuuj.
- Chodzi o to, że potrzebuje mieć taki stój jak ty.. znaczy nie dokładnie taki sam tylko.. noo.. tak samo skromny - przygryzłam wargę. Troszkę to źle ujęłam.
- Chcesz to ci mogę pożyczyć, tylko nie wiem, czy rozmiar będzie pasował.
- O to się nie martw - uśmiechnęłam się i wytarłam spocone ręce o uda.
- O to się nie martw - uśmiechnęłam się i wytarłam spocone ręce o uda.
Kate wstała i podeszła do wielkiej skrzyni w rogu pomieszczenia. Otworzyła ją i zaczęła w niej grzebać wyciągając co rusz inną rzecz i kręcąc głową odkładała ją obok swoich ud. W końcu wyciągnęła czarne spodenki, koszulkę na ramiączkach, czarną perukę i podała mi je, wstając z klęczek.
- Po co mi peruka? - zmarszczyłam brwi.
Kate obeszła mnie i wbiła swój przeszywający wzrok.
- Nie wszyscy muszą wiedzieć kim jesteś - wzruszyła lekko ramionami. - Będziesz się czuła bardziej komfortowo - puściła mi oczko i wyszła kręcąc biodrami.
Stałam na środku pokoju trzymając w rękach ubrania. Nie byłam pewna tego co chce zrobić, wręcz zadziwiło mnie to, że się na to zgodziłam. Podeszłam do drzwi i wystawiłam głowę, by się upewnić, że do pomieszczenia nie wparuje niezapowiedziany gość. Rozebrałam się i szybko ubrałam rzeczy od Kate. Niepewnie podeszłam do lustra i zaczęłam siebie oglądać. W duchu stwierdziłam, że nie wyglądam tak źle. Można by nawet rzec, że seksownie. Okręciłam się wokół własnej osi i zaśmiałam się zakrywając usta.
- Aaj głupia, głupia. Czemu ty sama tyle problemów stwarzasz.
Powiedziałam do swojego odbicia i złapałam się za boki. Podeszłam bliżej lustra i się przestraszyłam. Niby figurę mam fajną, ale makijaż już mi dawno spłynął. Usiadłam na krzesło i przetarłam lekko oczy, bo zaczynały mnie szczypać. Po swojej lewej stronie zauważyłam szczotkę. Rozpuściłam skołtunione włosy i je rozczesałam. Spięłam je w kok i założyłam perukę. Chciałam poprawić sobie ten nieszczęsny makijaż, a że nie miałam przy sobie rzeczy, więc pożyczyłam je od Kate. Chciałam wyglądać drapieżnie, więc postawiłam na mocny makijaż.
Gdy właśnie malowałam oko do pokoju weszła Kate.
- O! Widzę, że się rozgościłaś - podeszła do lustra.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu? - spojrzałam na nią, a jej kąciki ust zadrgały.
- Nie, oczywiście, że nie mam. Poza tym jak byś wyglądała z pomalowanym jednym okiem - zmarszczyłam brwi nie rozumiejąc.
Kate wywróciła oczami, złapała mnie za twarz i obróciła ją w stronę lustra.
- Patrz, jakby ci ktoś oko podbił - zaśmiała się lekko.
- Faktycznie - wybuchnęłam śmiechem, a ona do mnie dołączyła.
Złapała mnie za ramiona i powiedziała.
- Jane, ja zmykam z powrotem na sale - zaczęła się wycofywać. - A tobie życzę udanego występu.
- Nie dziękuję - pokazałam jej język, co ona również uczyniła i wyszła.
Dokończyłam malowanie oczu, pomalowałam usta krwistą szminką i wyszłam z pomieszczenia. Stanęłam zaraz za drzwiami i zamarłam. W klubie wydawał się być jeszcze większy tłok niż zwykle. Nie wiedziałam co robić. Wzrokiem przeczesywałam kolejno stoliki, aż ujrzałam Matta. Siedział dumny jak paw, w jego oczach błyszczały iskierki zwycięstwa. Zacisnęłam mocno pięść. Spojrzałam na rurę i przymrużyłam oczy.
- Raz się żyje.
Pewnym krokiem ruszyłam w stronę d-ja. Podałam mu nazwę piosenki i nim pojawiły się pierwsze dźwięki "Dirty Diana" wskoczyłam na podest z rurą.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz