Skończyłam tańczyć.
Przyłożyłam głowę do rury i odetchnęłam. Spośród oklasków i wiwatów usłyszałam moje imię. Szybko zwróciłam głowę w tym kierunku. To co ujrzałam przeraziło mnie. Matt stał z założonymi rękami i uśmiechał się głupkowato.
Za nim stała reszta zespołu. Jimmy tkwił w bezruchu z szeroko otwartymi oczami i lekko rozdziawioną buzią. Policzki zapłonęły mi żywym ogniem. Odwróciłam głowę i szybko uciekłam z pola widzenia.
Schowałam się w zapleczu i ściągnąwszy z głowy perukę cisnęłam ją w kąt pomieszczenia. Byłam wściekła na siebie, że dałam się na to namówić. Pewnie Jimmy pomyślał sobie o mnie, że jestem dziwką.
Do oczy niespodziewanie napłynęły mi łzy. Zakryłam twarz dłońmi i ze świstem wypuściłam powietrze z płuc.
Usłyszałam za sobą, że ktoś otworzył drzwi. Szybko się otrząsnęłam i wytarłam niechciane łzy.
- Jane, kochana. Ja nie wiedziałam, że ty masz takie kocie ruchy - złapała mnie za łokieć i odwróciła mnie w swoją stronę. - Ooo, łzy szczęścia widzę - uśmiechnęła się, a ja zdębiałam. - Nie dziwię ci się, też płakałam po swoim pierwszy występie - odsunęła mnie od siebie i zatraciła się we wspomnieniach. - Ach, to było takie ekscytujące.
Patrzałam na nią przetrawiając to, co mi powiedziała. Nie wiedziałam, czy jest taka głupia, czy tylko udaje.
Katy nagle się ocknęła i złapała mnie za ramiona.
- Musimy to uczcić! - wybiegła z zaplecza. Zrezygnowana usiadłam na krześle.
Nie dość że się zbłaźniłam, to jeszcze miałam to świętować. Jak ja się teraz na ulicy pokaże? Wszyscy będą mną szydzić i wytykać palcami.
Gdy wróciłam Jane siedziała na krześle ze spuszczoną głową. Była w idealnym stanie.
- Jane, kochanie, przyniosłam szampana - postawiłam tacę z trunkiem na stoliku.
Otworzyłam szampan. Korek wesoło wystrzelił w drugi kąt pokoju. Jane ani nie drgnęła. Wciąż siedziała wpatrzona w podłogę. Nalałam szampana do obydwóch kieliszków. Obejrzałam się za siebie, czy Janie czasem na mnie nie patrzy. Nie widząc żadnego zagrożenia wyciągnęłam z kieszeni małą saszetkę z białym proszkiem. Wsypałam połowę zawartości do jednego z kieliszków. Lekko palcem wymieszałam szampan z niespodzianką. Oblizałam palec.
- Idealnie - uśmiechnęłam się do siebie.
Podeszłam do Jane i złapałam ją za podbródek, który lekko podniosłam do góry.
- Proszę - wcisnęłam jej w rękę lampkę szampana i swoim stuknęłam w niego. - Pij - powiedziałam łagodnie i upiłam troszkę ze swojego kieliszka.
Jane wypiła całą zawartość i po chwili opadła na stół.
Otworzyłam oczy. Widziałam ciemność. Nie wiedziałam gdzie się znajduję. W głowie mi szumiało i pulsowało zarazem doprowadzając do szaleństwa. Nie potrafiłam sobie przypomnieć jak się tu znalazłam. Siedziałam na krześle. Ręce miałam przywiązane do oparcia. Na ustach miałam przyklejoną taśmę, która uniemożliwiała mi wezwanie pomocy. Próbowałam oswobodzić ręce, lecz były to marne próby.
Usłyszałam nagle jakiś hałas, momentalnie zesztywniałam. Przede mną powoli otwierały się drzwi. Światło stamtąd dochodzące oślepiało mnie. Zacisnęłam mocno powieki i modliłam się o zbawienie. Zaczęłam się szarpać, gdy usłyszałam zbliżające się kroki.
- O, widzę, że się obudziłaś.
Spojrzałam przed siebie. Ujrzałam postać podążającą w moim kierunku. Jej twarzy wyłoniła się z ciemności. Doznałam szoku. Meg. Co ona tu robiła?
- To dobrze. Wiesz, musimy porozmawiać - podeszła do mnie i zerwała mi taśmę z ust. Rozcięła mi tym wargę, z której zaczęła cieknąć stróżka krwi.
- Czego chcesz ode mnie? - Spojrzałam na nią, próbując odgadnąć jej intencje.
- Jesteś mi potrzebna - rzekła z uśmiechem.
Skrzywiłam się. Nie rozumiałam.
- A właściwie to nam - zza jej pleców wyszedł Miguel.
Momentalnie się wyprostowałam. Poczułam się, jakbym została spoliczkowana. Uderzyły mnie wszystkie złe wspomnienia z nim związane. Wstrząsnęłam głową, by się opamiętać.
- Tak - Meg uśmiechnęła się. - Od teraz będziesz dla nas pracować, a właściwie to z nami - puściła mi oczko.
- O czym wy gadacie? - Spoglądałam raz na niego, raz na nią czekając na wyjaśnienia.
- Jane, zostałaś poddana próbie - powiedział Miguel.
- Tak. I zdałaś nasz test - dodała Meg. - Od momentu, kiedy pierwszy raz przekroczyłaś próg tego lokalu jesteś bacznie obserwowana. Każdy, nawet najmniejszy ruch był monitorowany - spojrzała na mnie z błyskiem w oku. - A ten twój taniec na rurze... - zerknęła na Miguela - Nie spodziewaliśmy się, że podejmiesz to wyzwanie - pokiwała głową z uznaniem.
- Jakie wyzwanie? Co zrobiliście? - Spytałam rozwścieczona.
- Kochana, ty na prawdę myślałaś, że Matt oglądałby się za taką szarą myszką jak ty? - Zaśmiała się szyderczo. - Musieliśmy go trochę podpuścić, ale z tym nie było problemu. On zamiast mózgu ma tylko muskuły do ozdoby.
No tak, jasne. Przecież ten dupek nie byłby sam taki natarczywy.
- Skoro zdałam test, to po jaką cholerę trzymacie mnie teraz uwiązaną? - Zapytałam mrużąc oczy.
- Bo to jeszcze nie koniec - Meg i Miguel wymienili się spojrzeniami. - Mamy dla ciebie kolejne zadanie.
Nagle w pomieszczeniu rozległ się hałas.
- I co? Zgodziła się już? - Do pomieszczenia weszła Kate.
- Kate? Ty też? - Zawyłam głośno.
- Jak dobrze płacą - wzruszyła rękami. Zrobiła dużego balona z gumy do żucia, który głośno strzelił. - I jak wam idzie? - Spytała pozostałą dwójkę.
- Właśnie mieliśmy przedstawić jej plan działanie, ale ty weszłaś - spojrzała na nią złowrogo Meg.
- Dobrze, spokojnie. Nie zwracajcie na mnie uwagi. Ja tu sobie cichutko usiądę i będę was obserwować - zajęła krzesło stojące w kącie.
- Wracając do tematu.. - wypowiedzi Meg przerwał balon z gumy, który głośno pękł. - Kate! - krzyknęła wściekła.
- Dobra, już idę - podniosła ręce w obronnym geście. Meg odprowadziła ją wzrokiem do drzwi.
- A więc, twoim zadaniem będzie uwieść Matta, zaciągnąć go do łóżka i związać. Resztą zajmiemy się my - Meg uśmiechnęła się. - Nie powinnaś mieć z tym problemu. Widziałam w jego oczach kurwiki jak na ciebie patrzył.
- A co, jeśli ja tego nie chcę? - Spytałam zadzierając głowę do góry.
W sekundę koło mojego krzesła zjawił się Miguel, złapał za nie i odchylił do tyłu.
- Będziesz z nami współpracować jak grzeczna dziewczynka, czy mamy zacząć z tobą inaczej rozmawiać? - Puścił krzesło i głośno gruchnęłam o ziemię.
Miguel znów ustawił mnie w pionie.
- To jak Jane, zgadzasz się czy nie? - Meg zerknęła na mnie z wrednym uśmieszkiem.
- Wole zdechnąć - splunęłam jej twarz.
- Wedle życzenia - odpowiedziała, a ja zobaczyłam przed moją twarzą pięść.
To ostatnie co pamiętam.
Znów pobudka w ciemnościach. Nie wiedziałam ile czasu już tu siedzę. Strasznie piekła mnie twarz. Moje ręce i nogi już dawno zdrętwiały od niewygodnej pozycji. Zaśmiałam się w głos ze swojej beznadziejnej sytuacji. Jeszcze przed chwilą tańczyłam na rurze paląc się ze wstydu za ten czyn. Wydawał mi się on końcem świata, ale w porównaniu z tym co teraz przeżywam jest niczym. Nie wiem kiedy wyjdę i czy w ogóle. Poza tym, czy te głupie upieranie się przy swoim ma sens? Jedynie przez to mogą mnie jeszcze do nieprzytomności pobić. Fakt jest taki, że tym razem nie oberwałam mocno, ale nie wiadomo do czego mogą się jeszcze posunąć.
Znów usłyszałam hałas. Znów do pomieszczenia wdarło się niechciane światło. Mrużyłam oczy próbując rozpoznać kto przyszedł.
- To jak księżniczko, zgadzasz się? - Spytała Meg krzywiąc się.
Przygryzłam wargę, z której momentalnie popłynęła krew. Na tą chwilę, ta propozycja wydawała się kusząca, gdyż była lepsza niż przesiadywanie w ciemnym pomieszczeniu o suchym pysku, gdzie w gratisie jeszcze dostawanie po mordzie było.
Postanowiłam zaryzykować. W końcu nie musiałam nikogo mordować, a nawet jeśli, wolałam mordować niż być zamordowanym.
- Zgadzam się - cicho powiedziałam i spuściłam głowę.
- Co? Powtórz, nie usłyszałam - Meg podeszła do mnie bliżej.
- Zgadzam się na wasz układ.
- No, mądra dziewczynka - uśmiechnęła się i zaczęła mnie rozwiązywać. - Jutro znów przyjdzie Matt do naszego klubu, będziesz go obsługiwać. Masz się uśmiechać, podlizywać, podrywać.. What ever...- chciałam się odezwać, ale złapała mnie za twarz i spojrzała głęboko w moje oczy. - Masz go zaciągnąć do łóżka. Pamiętaj! Czym prędzej, tym lepiej - puściła moją twarz i wyprostowała się. Wyciągnęła z kieszeni wizytówkę i mi ją podała. - Gdy już to zrobisz, to dzwoń. Od razu się tam z Miguelem pojawimy - posłała mi uśmiech.
- Tylko jest jeden problem Meg - powiedziałam krzywiąc się.
- Jaki?
- Taki, że ja nie mam jutro zmiany.
- Od teraz masz - powiedziała i wyszła.
Wstałam i nogi się pode mną ugięły. Postawiłam się do pionu i chwilę stałam, by potem ruszyć w stronę drzwi. Jak się okazało byłam przetrzymywana w piwnicy w naszym lokalu. Pędem ruszyłam do łazienki. Po drodze zauważyłam zegar, który oznajmił mi, że byłam przetrzymywana przez 5 godzin.
Spojrzałam na swoje limo w lustrze. Przemyłam twarz i poszłam na zaplecze po swoje rzeczy. Wyszłam z lokalu i złapałam taksówkę. Wsiadła, podałam adres kierowcy i przykleiłam się do okna. Czułam się obserwowana. Poprzez przednie lusterko w aucie patrzał na mnie mój szofer.
- Co się pani stało? - Odwrócił się do mnie twarzą i patrzał na moje podbite oko.
- Nic! Proszę jechać!
Weszłam do domu, zamknęłam drzwi i poszłam do sypialni. Położyłam się do łóżka w ubraniach i gdy tylko moja głowa dotknęła poduszki zasnęłam.
--------------------------------------------------------------------------------

Przeczytałam całość i przyznaję bez bicia - nie rozumiem. Bardzo to wszystko chaotyczne i nie wiem czy to zabieg celowy (co byłoby zajebiste) czy po prostu brak wprawy w pisaniu? Po tym odcinku byłabym skłonna powiedzieć, że ten chaotyzm był zamierzony; Jane jest dla mnie schizofreniczką jak nic.
OdpowiedzUsuńWyłapałam sporo błędów ortograficznych i gramatycznych, ale one zdarzają się nawet najlepszym. Ale proszę PROSZĘ przy następnym rozdziale spróbuj pobawić się stylistyką - wierzę, że ci się uda zrobić coś fajnego.
Niemniej, cieszę się że piszesz, że poświęcasz swój czas. PRAKTYKA CZYNI MISTRZA! (;
with love,
z.
Mam wrażenie, że zbyt mocno inspirujesz się innymi autorkami
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam twoje opowiadanie jakieś czas temu, ale nie miałam wtedy okazji skomentować.
OdpowiedzUsuńTak więc, jak dla mnie jest świetnie i bez problemu ogarniam ten chaos. Chciałabym wiedzieć co będzie dalej i mam nadzieję, że następny rozdział się kiedyś pojawi :)
Mi się historia bardzo podoba oraz przepraszam, że nie umiem pisać jakiś specjalnie pokrzepiających i motywujących komentarzy.