(piosenka niepowiązana z rozdziałem)
Wchodząc
do klubu czułam przedziwną ekscytację. Dziwiło mnie to, bo pracowałam
tu już od tygodnia i wydawało mi się, że pierwsza fala zachwytu minęła.
Jednak ten wieczór miał być wyjątkowy, takim się wydawał.
Przywitałam się z Benem i Niną.
Zdążyłam już ich zaakceptować w swoim gronie znajomych. Nie miałam takich oporów jak na początku. Wiedziałam, że Nina jest szalona. Ona wciąż przypominałam mi to swoim zachowaniem.
Spojrzałam na pełną salę. Mój wzrok przykuły dziewczyny tańczące na rurze.
W piątek, gdy zobaczyłam te półnagie ciała wprawione w ruch byłam zaskoczona. Nie wiem, jakim cudem prędzej nie zauważyłam tutaj tych prętów. Od razu skojarzyło mi się to z burdelem. Nie byłam przyzwyczajona do takich rzeczy, takich widoków. W sali znajdowały się trzy rury do tańczenia. Jedna przy scenie a dwie koło stolików. Dziewczyny na nich poruszały się zmysłowo. Na początku byłam zdumiona ich frywolnym zachowaniem. Jednak po dłuższym namyśle stwierdziłam, że jest to praca jak każda inna. Dziewczyny nie rozbierały się, tylko zmysłowo tańczyły. Nic w tym złego.
Skinęłam jednej z nich, gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały. Chyba to była Kate, o ile dobrze pamiętam. W pracy nie gadałam z nią, ani z resztą tancerek, bo nie było na to czasu, a po robocie nikt nie miał na to siły.
Chwyciłam tace z drinkami i zaniosłam je do stolika. Dziś zapowiadał się duży ruch, w końcu był to piątek. Każdy chce się zrelaksować po ciężkim tygodniu. Też chciałam się rozluźnić, więc na powitanie wypiłam duszkiem drinka. Od razu poczułam się lepiej. Naładowana energią ruszyłam do pracy. Czas płynął mi szybko. W przerwach pomiędzy zamówieniami rozmawiałam z Benem. Opowiedział mi trochę o sobie. Dowiedziałam się, że Ben jest wokalistą zespołu rockowego. W barze zarabia na wydanie albumu. Jak każdy muzyk miał wielkie ambicje i chciał być sławny.
Do głowy wpadł mi szalony pomysł. Potrzebowałam jednej zgody, by w cielić go w życie. Odruchowo spojrzałam na drzwi prowadzące do biura szefa.
Zmarszczyłam brwi. Jakaś dziewczyna szła w cieniu co chwila oglądając się za siebie. Jej zachowanie mnie zaintrygowało. Zerknęłam na Bena i spytałam mrużąc oczy.
- Znasz tą dziewczynę?
- Którą? - naciągnął szyję.
- Tą, co tak się przy ścianie skrada - skinęłam lekko głową w tamtym kierunku. Ben szukał wzrokiem po sali. - Teraz drzwi otworzyła - wywróciłam oczami.
- Aaa ta. Znam ją - spojrzał na mnie z góry. - To Meg - uśmiechnął się przyjaźnie. Widząc mój pytający wzrok ciągnął dalej. - To ta kelnerka, która ma zmianę z Miguelem.
- Aaa - popatrzałam w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą była. Jakoś nie wydawała się zbytnio przyjazna. Co prawda z nią nie rozmawiałam, nie powinnam jej tak oceniać, ale te podejrzane zachowanie i ekscentryczny ubiór wywoływał u mnie takie refleksji.
Potrząsnęłam głową i złapałam drinki. Szybkim krokiem zaniosłam je na odpowiedni stolik. Wracając do Bena przypomniał mi się mój wcześniejszy pomysł. Ta cała Meg wybiła mnie z własnych myśli. Rozejrzałam się po sali. Nie było dużego ruchu. Szukałam wzrokiem Niny.
Po chwili udało mi ją znaleźć, biegającą wokół stolików.
- Hej.. Muszę na chwile wyjść. Poradzisz sobie? - złapałam ją za ramiona i spojrzałam jej głęboko w oczy, bo zdawała się nie kontaktować z rzeczywistością.
- Ta jasne, leć - uśmiechnęła się do mnie.
- Dzięki.
Idąc odwróciłam się jeszcze i spojrzałam na Ninę, by upewnić się, że sobie poradzi. Szybkim krokiem doszłam do wyznaczonego celu. Otworzyłam drzwi, w których przed chwilką stała Meg. Idąc długim korytarzem zastanawiałam się, jakby tu przekabacić szefa. Nie miałam bladego pojęcia jak to zrobić. Nie znałam go dobrze, więc nie potrafiłam przewidzieć jego zachowania. Postanowiłam, że pójdę na żywioł. Stojąc przed drzwiami, odetchnęłam i otworzyłam je.
Moim oczom ukazał się dziwny obrazek. Przy biurku stała Meg i trzymała w ręku żółtą kopertę. Gdy mnie zobaczyła od razu ją schowała i bez słowa wyszła trącąc mnie lekko barkiem. Skrzywiłam się i szukając wyjaśnienia sytuacji spojrzałam na szefa. On jak zwykle miał pokerową twarz. Wskazał ręką na krzesło bym usiadła. Wciąż marszcząc brwi uczyniłam to. W ciszy wpatrywałam się w niego nie potrafiąc poskładać myśli. Czyżby płacił jej jakieś łapówki? Tylko po co... Z zamyślenia brutalnie wyrwał mnie głos szefa.
- Jane, czemu nie jesteś na sali? - spytał surowym tonem. Potrząsnęłam głową, by pozbierać myśli.
- Wpadłam na pewien pomysł - uśmiechnęłam się zachęcająco.
Zapoznałam szefa z moją koncepcją. Jego reakcja mnie lekko zadziwiła. Jakoś nie okazywał radości ni nic, żadnych uczuć. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Może to jednak nie był dobry pomysł? Biłam się z myślami.
Wyszłam i nie miałam ochoty na nic. Trochę mnie ta sytuacja zdołowała. Do zamknięcia lokalu pozostały jakieś 4 godziny. Bez namysłu złapałam tace i ruszyłam z powrotem w wir pracy.
Po kolejnej ciężkiej nocy, a nawet ranku nie miałam siły na nic. Jednak pracowanie do 5 nad ranem nie jest dobrym pomysłem. Ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. A właściwie.. Ostatnich klientów wywaliliśmy z lokalu. Te pijusy ledwo co utrzymywały się na nogach. Gdyby nie oni już dawno byłabym w domu w moim ciepłym łóżeczku. Kto to w ogółe wymyślił, żeby siedzieć i czekać do wyjścia ostatnich gości? Ah, no tak, mój wspaniałomyślny szefuńcio. Ten to potrafi szybko człowiekowi popsuć humor.. Szczerze? Nie jestem na niego zła....No dobra, może troszkę. Zgodził się wcielić w życie mój plan za co byłam mu wdzięczna, ale i tak irytowała mnie jego postawa. Wydawał się być taki obojętny, przez co bałam się, że coś pójdzie nie tak. Musiałam od razu wziąć się za organizowanie wszystkiego. Ustaliłam z szefem niespodziankę na piątek. Tydzień to jednak mało czasu, gdy szykuje się tak wielką imprezę. Na razie postanowiłam nie zawracać sobie tym głowy.
Za oknem robiło się powoli jasno. Wyszłam z lokalu pewnym krokiem. Choć marzyłam w tej chwili o moim ciepłym łóżeczku, postanowiłam wrócić do domu spacerkiem. Nic mnie nie goniło, a pogoda była piękna.
Gdy doszłam do domu było już całkiem widno. Szybki prysznic zmył ze mnie wieczorne męczarnie. Po nastawieniu budzika ułożyłam się wygodnie do snu. Nie minęła chwila, a ja byłam już daleko w swojej krainie.
Rano obudziłam się pomięta. Teraz współczuje wszystkim po czterdziestce. Mówią, że po tym wieku jak się obudzisz i nic cie nie boli to znaczy, że nie żyjesz. Nie dziękuje, ja niby mam dużo mniej lat a i tak mnie wszystko boli, nawet tyłek. Niechętnie wstałam z łóżka. Za wczorajszy pracowity dzień postanowiłam zrobić sobie ucztę królów. Ubrałam się w miarę tak, by nie rzucać się w oczy. Spięłam włosy w koczek i wyszłam z domu zabierając ze sobą torebkę. Spacerkiem dotarłam do pobliskiego sklepu spożywczego. Spakowałam do wózka najpotrzebniejsze rzeczy i udałam się do kasy. Blisko sklepu była mała kafejka z bardzo pyszną kawą. Złapałam swoje torby i tam się udałam. Stojąc przy kasie mój wzrok przykuł plakat leżący na ladzie. Gdy przeczytałam pierwsze literki prawie mi oczy wypadły, już nie potrzebowałam kawy. Złapałam plakat i szybko wyszłam ze sklepy. Nagle usłyszałam jakieś krzyki i po odwróceniu się zobaczyłam młodego chłopaka biegnącego w moją stronę. W rękach trzymał moje torby. No tak, już całkowicie straciłam głowę. Złapałam moje toboły, podziękowałam mu i prędko odeszłam.
Gdy dotarłam do domu zrobiłam sobie jajecznice z ryżem (brzmi abstrakcyjnie, ale jest na prawdę pyszne) i zjadłam ze smakiem. Przeczytałam całą zawartość plakatu i nie potrafiłam uwierzyć w to co widzę.
Wzięłam go w ręce i po dłuższym wpatrywaniu się w niego zgniotłam go i wrzuciłam do kosza.
Resztę dnia spędziłam na siedzeniu przed telewizorem i objadaniu się chipsami. Nim się obejrzałam przyszła godzina na wyjście do pracy.
Przywitałam się z Benem i Niną.
Zdążyłam już ich zaakceptować w swoim gronie znajomych. Nie miałam takich oporów jak na początku. Wiedziałam, że Nina jest szalona. Ona wciąż przypominałam mi to swoim zachowaniem.
Spojrzałam na pełną salę. Mój wzrok przykuły dziewczyny tańczące na rurze.
W piątek, gdy zobaczyłam te półnagie ciała wprawione w ruch byłam zaskoczona. Nie wiem, jakim cudem prędzej nie zauważyłam tutaj tych prętów. Od razu skojarzyło mi się to z burdelem. Nie byłam przyzwyczajona do takich rzeczy, takich widoków. W sali znajdowały się trzy rury do tańczenia. Jedna przy scenie a dwie koło stolików. Dziewczyny na nich poruszały się zmysłowo. Na początku byłam zdumiona ich frywolnym zachowaniem. Jednak po dłuższym namyśle stwierdziłam, że jest to praca jak każda inna. Dziewczyny nie rozbierały się, tylko zmysłowo tańczyły. Nic w tym złego.
Skinęłam jednej z nich, gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały. Chyba to była Kate, o ile dobrze pamiętam. W pracy nie gadałam z nią, ani z resztą tancerek, bo nie było na to czasu, a po robocie nikt nie miał na to siły.
Chwyciłam tace z drinkami i zaniosłam je do stolika. Dziś zapowiadał się duży ruch, w końcu był to piątek. Każdy chce się zrelaksować po ciężkim tygodniu. Też chciałam się rozluźnić, więc na powitanie wypiłam duszkiem drinka. Od razu poczułam się lepiej. Naładowana energią ruszyłam do pracy. Czas płynął mi szybko. W przerwach pomiędzy zamówieniami rozmawiałam z Benem. Opowiedział mi trochę o sobie. Dowiedziałam się, że Ben jest wokalistą zespołu rockowego. W barze zarabia na wydanie albumu. Jak każdy muzyk miał wielkie ambicje i chciał być sławny.
Do głowy wpadł mi szalony pomysł. Potrzebowałam jednej zgody, by w cielić go w życie. Odruchowo spojrzałam na drzwi prowadzące do biura szefa.
Zmarszczyłam brwi. Jakaś dziewczyna szła w cieniu co chwila oglądając się za siebie. Jej zachowanie mnie zaintrygowało. Zerknęłam na Bena i spytałam mrużąc oczy.
- Znasz tą dziewczynę?
- Którą? - naciągnął szyję.
- Tą, co tak się przy ścianie skrada - skinęłam lekko głową w tamtym kierunku. Ben szukał wzrokiem po sali. - Teraz drzwi otworzyła - wywróciłam oczami.
- Aaa ta. Znam ją - spojrzał na mnie z góry. - To Meg - uśmiechnął się przyjaźnie. Widząc mój pytający wzrok ciągnął dalej. - To ta kelnerka, która ma zmianę z Miguelem.
- Aaa - popatrzałam w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą była. Jakoś nie wydawała się zbytnio przyjazna. Co prawda z nią nie rozmawiałam, nie powinnam jej tak oceniać, ale te podejrzane zachowanie i ekscentryczny ubiór wywoływał u mnie takie refleksji.
Potrząsnęłam głową i złapałam drinki. Szybkim krokiem zaniosłam je na odpowiedni stolik. Wracając do Bena przypomniał mi się mój wcześniejszy pomysł. Ta cała Meg wybiła mnie z własnych myśli. Rozejrzałam się po sali. Nie było dużego ruchu. Szukałam wzrokiem Niny.
Po chwili udało mi ją znaleźć, biegającą wokół stolików.
- Hej.. Muszę na chwile wyjść. Poradzisz sobie? - złapałam ją za ramiona i spojrzałam jej głęboko w oczy, bo zdawała się nie kontaktować z rzeczywistością.
- Ta jasne, leć - uśmiechnęła się do mnie.
- Dzięki.
Idąc odwróciłam się jeszcze i spojrzałam na Ninę, by upewnić się, że sobie poradzi. Szybkim krokiem doszłam do wyznaczonego celu. Otworzyłam drzwi, w których przed chwilką stała Meg. Idąc długim korytarzem zastanawiałam się, jakby tu przekabacić szefa. Nie miałam bladego pojęcia jak to zrobić. Nie znałam go dobrze, więc nie potrafiłam przewidzieć jego zachowania. Postanowiłam, że pójdę na żywioł. Stojąc przed drzwiami, odetchnęłam i otworzyłam je.
Moim oczom ukazał się dziwny obrazek. Przy biurku stała Meg i trzymała w ręku żółtą kopertę. Gdy mnie zobaczyła od razu ją schowała i bez słowa wyszła trącąc mnie lekko barkiem. Skrzywiłam się i szukając wyjaśnienia sytuacji spojrzałam na szefa. On jak zwykle miał pokerową twarz. Wskazał ręką na krzesło bym usiadła. Wciąż marszcząc brwi uczyniłam to. W ciszy wpatrywałam się w niego nie potrafiąc poskładać myśli. Czyżby płacił jej jakieś łapówki? Tylko po co... Z zamyślenia brutalnie wyrwał mnie głos szefa.
- Jane, czemu nie jesteś na sali? - spytał surowym tonem. Potrząsnęłam głową, by pozbierać myśli.
- Wpadłam na pewien pomysł - uśmiechnęłam się zachęcająco.
Zapoznałam szefa z moją koncepcją. Jego reakcja mnie lekko zadziwiła. Jakoś nie okazywał radości ni nic, żadnych uczuć. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Może to jednak nie był dobry pomysł? Biłam się z myślami.
Wyszłam i nie miałam ochoty na nic. Trochę mnie ta sytuacja zdołowała. Do zamknięcia lokalu pozostały jakieś 4 godziny. Bez namysłu złapałam tace i ruszyłam z powrotem w wir pracy.
Po kolejnej ciężkiej nocy, a nawet ranku nie miałam siły na nic. Jednak pracowanie do 5 nad ranem nie jest dobrym pomysłem. Ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. A właściwie.. Ostatnich klientów wywaliliśmy z lokalu. Te pijusy ledwo co utrzymywały się na nogach. Gdyby nie oni już dawno byłabym w domu w moim ciepłym łóżeczku. Kto to w ogółe wymyślił, żeby siedzieć i czekać do wyjścia ostatnich gości? Ah, no tak, mój wspaniałomyślny szefuńcio. Ten to potrafi szybko człowiekowi popsuć humor.. Szczerze? Nie jestem na niego zła....No dobra, może troszkę. Zgodził się wcielić w życie mój plan za co byłam mu wdzięczna, ale i tak irytowała mnie jego postawa. Wydawał się być taki obojętny, przez co bałam się, że coś pójdzie nie tak. Musiałam od razu wziąć się za organizowanie wszystkiego. Ustaliłam z szefem niespodziankę na piątek. Tydzień to jednak mało czasu, gdy szykuje się tak wielką imprezę. Na razie postanowiłam nie zawracać sobie tym głowy.
Za oknem robiło się powoli jasno. Wyszłam z lokalu pewnym krokiem. Choć marzyłam w tej chwili o moim ciepłym łóżeczku, postanowiłam wrócić do domu spacerkiem. Nic mnie nie goniło, a pogoda była piękna.
Gdy doszłam do domu było już całkiem widno. Szybki prysznic zmył ze mnie wieczorne męczarnie. Po nastawieniu budzika ułożyłam się wygodnie do snu. Nie minęła chwila, a ja byłam już daleko w swojej krainie.
Rano obudziłam się pomięta. Teraz współczuje wszystkim po czterdziestce. Mówią, że po tym wieku jak się obudzisz i nic cie nie boli to znaczy, że nie żyjesz. Nie dziękuje, ja niby mam dużo mniej lat a i tak mnie wszystko boli, nawet tyłek. Niechętnie wstałam z łóżka. Za wczorajszy pracowity dzień postanowiłam zrobić sobie ucztę królów. Ubrałam się w miarę tak, by nie rzucać się w oczy. Spięłam włosy w koczek i wyszłam z domu zabierając ze sobą torebkę. Spacerkiem dotarłam do pobliskiego sklepu spożywczego. Spakowałam do wózka najpotrzebniejsze rzeczy i udałam się do kasy. Blisko sklepu była mała kafejka z bardzo pyszną kawą. Złapałam swoje torby i tam się udałam. Stojąc przy kasie mój wzrok przykuł plakat leżący na ladzie. Gdy przeczytałam pierwsze literki prawie mi oczy wypadły, już nie potrzebowałam kawy. Złapałam plakat i szybko wyszłam ze sklepy. Nagle usłyszałam jakieś krzyki i po odwróceniu się zobaczyłam młodego chłopaka biegnącego w moją stronę. W rękach trzymał moje torby. No tak, już całkowicie straciłam głowę. Złapałam moje toboły, podziękowałam mu i prędko odeszłam.
Gdy dotarłam do domu zrobiłam sobie jajecznice z ryżem (brzmi abstrakcyjnie, ale jest na prawdę pyszne) i zjadłam ze smakiem. Przeczytałam całą zawartość plakatu i nie potrafiłam uwierzyć w to co widzę.
Wzięłam go w ręce i po dłuższym wpatrywaniu się w niego zgniotłam go i wrzuciłam do kosza.
Resztę dnia spędziłam na siedzeniu przed telewizorem i objadaniu się chipsami. Nim się obejrzałam przyszła godzina na wyjście do pracy.
---------------------------------
Podziwiam
was, podziwiam wszystkie kobiety: matki, żony, córki, które potrafią
znaleźć czas na napisanie rozdziału i wrzucenie go do internetu. Dla
mnie znalezienie chwili na opowiadanie jest strasznie trudne. Może to
dlatego, że jestem nastolatką.
Nic
nie obiecuje odnośnie dalszego prowadzenia bloga. Aktualnie mam
napisany jeszcze jeden rozdział, który wrzucę niebawem. Mam nadzieje, że
jeszcze coś stworzę.
Ja tam jestem skromną studentką ale wolę pisać niż ciągle się uczyć :P
OdpowiedzUsuńCo to za żółta koperta he? Łapówka czy coś?