- Zabawmy się kociaku - pochyliła się nad leżącym na łóżku mężczyzną. On zaś puścił żurawia w jej dekolt co skwitowała cichym śmiechem. Ponętnie poruszając biodrami obeszła łóżko i przesadnie wypinając tyłek pochyliła się wyciągając z szafki nocnej dwie chusty.
Odwróciła się a w jej oczach igrały dzikie ogniki.
- Tej nocy nigdy nie zapomnisz - powiedziała z satysfakcją. Kocimi ruchami znalazła się nad osobnikiem. Zwinnie zawiązała mu ręce do ramy łóżka. Pochyliła się nad nim a jej czerwone włosy zatańczyły mu przed twarzą.
Oblizała palec i przejechała nim wzdłuż jego klatki piersiowej zatrzymując się przy bokserkach. Mężczyzna drgnął z podniecenia a ona uśmiechnęła się usatysfakcjonowana. Zgrabnie zeszła z niego i wolnym krokiem podeszła do swojej torebki. Wyciągnęła krwisto czerwoną szminkę i wydymając usta pomalowała je.
- Słyszałam, że lubisz się ostro pieprzyć - powiedziała jakby od niechcenia i zaczęła grzebać w torebce.
- Wiem, że ty też to lubisz suko - warknął rozpalony z podniecenia.
Wyciągnęła z torebki wibrator i wycelowała w niego.
- Nie obrazisz się jak będzie nam towarzyszył mój mały przyjaciel - uśmiechnęła się łobuzersko. Mężczyzna zbladł od środka ale nie dał tego po sobie poznać.
- Jeśli chcesz - odparł przymilnie. Wstała z klęczek i podeszła do łóżka. Wijąc się płynie wdrapała się na mężczyznę. Zamachała dildo przed jego twarzą i spytała.
- Jakieś ostatnie życzenia?
Nim odparł wyciągnęła z wibratora nóż i umiejętnie oddzieliła jego ciało od duszy.
Przewróciłam się na drugi bok. Otworzyłam powoli prawe oko i rozejrzałam się po pokoju próbując zlokalizować, co nie daje mi spać. Zamknęłam oko i odwróciłam się plecami do okna. Wczoraj zapomniałam zaciągnąć rolety przez co dziś słońce igrało na moich powiekach.
Dalsze męczarnie nie miały sensu. Usiadłam na łóżku i skierowałam swój wzrok na budzik przy łóżku.
- Co? Już 13? - zawyłam głośno.
Ubrałam się i zeszłam do kuchni. Postawiłam wodę na gaz. Otwierając lodówkę doznałam tego samego uczucia co każdego poranka.
To nie tak, że byłam biedna i nie stać mnie było na jedzenie. Po prostu byłam strasznie leniwa. Poza tym nie lubiłam chodzić po sklepach. Jeszcze większą katorgą było chodzenie po marketach, butikach i tym podobnych. Zawszę uważałam to za niepotrzebną stratę czasu. Mi wystarczały moje szmatki. Nikomu nie musiałam się podobać. Dla mnie zawsze była ważna wygoda a gdzieś tam na szarym końcu znajdowała się plakietka z napisem - modne rzeczy.
Wyłączyłam gaz i wyszłam. Głód, który czułam zmusił mnie do poszukania czegoś zjadliwego. Miałam zamiar iść do najbliższego supermarketu ale przypomniałam sobie, że jest on blisko lokalu przed którym poznałam wczoraj chłopaka.
Nie miałam ochoty na kolejne spotkanie z nim. Nie wiem jak uda mi się wywinąć z tego całego koncertu. Nie chciałam tam iść. Nie lubię tłumów. Moim najlepszym towarzyszem jest samotność.
Mimo wszystko moje lenistwo zwyciężyło. Założyłam kaptur głowę i szybko pokonałam dystans. Rozglądając się czy nie jestem obserwowana, weszłam do sklepu. Złapałam koszyk i ruszyłam w poszukiwaniu najpotrzebniejszych rzeczy. Stojąc na końcu bardzo długiej kolejki do kasy przypomniało mi się, że zapomniałam o mleku. Zostawiłam koszyk i poszłam po brakujący produkt.
Skręcając w lewo wpadłam na mężczyznę. Był wyższy i dobrze zbudowany przez co odbiłam się od niego jak piłka, spadając na pupę.
- Uważaj jak chodzisz - krzyknęłam wściekła z podłogi.
- Sama uważaj jak chodzisz. To ty na mnie wpadłaś - powiedział z drwiącym uśmieszkiem, a mnie złość zżerała.
Spojrzałam na niego spod byka i szybko wstałam. Odchodząc powiedziałam na tyle głośno by mnie usłyszał.
- Cham.
Dalsze zakupy minęły mi już prawidłowo. Wciąż poddenerwowana wróciłam do domu.
Nim się obejrzałam była osiemnasta.
Powoli zaczęłam przygotowywać się do koncertu. Postawiłam na relaksującą kąpiel by choć przez chwilę zapomnieć o otoczeniu. Gdy tylko się zanurzyłam w wannie pełnej wody, myśli natrętnie zaczęły krążyć po mojej głowie nie dając się odprężyć. Miałam zmartwienie, które dopada każdą kobietę, nie ważne w jakim wieku. Medytowałam nad tym, w co mam się ubrać. Ten chłopak, Jimmy nie powiedział mi jaki gatunek muzyczny prezentują sobą. W głębi duszy modliłam się, by było to coś spokojnego.
Postanowiłam ubrać się neutralnie, by nie rzucać się w oczy. Zrobiłam sobie lekki makijaż.
Na co dzień się nie malowałam, nie wiem czemu. Może po prostu nie odpowiada mi ciągłe sprawdzanie czy już spłynął czy jeszcze nie.
Mój strach z każdą minutą się nasilał. Bałam się właściwie nie wiem czego. Wydaję mi się, że to był strach przed czymś nowym.. nieznanym.
Moje życie było niezmienne. Można by rzec monotonne. Innych taki stan rzeczy pewnie by irytował, lecz mi to odpowiada. Nie jestem typem miłośnika przygód. Wolę książkę, kakao i święty spokój do końca życia.
Złapałam bluzę i udałam się w umówione miejsce.
Lokal wyglądało całkiem inaczej niż w dzień. Wielki czerwony napis "Little Harlot" oświetlał ulice lepiej niż niejedna latarnia. Do moich uszu dochodziła muzyka wydobywająca się z budynku. Stałam po drugiej stronie ulicy. W cieniu pod drzewem czekałam aż pojawi się Jimmy. Ludzie ciągle wchodzili i wychodzili a jego wciąż nie było. Powoli zaczynałam się irytować.
Po upływie równo dziesięciu minut, bez namysłu ruszyłam do domu.
Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Szybko odwróciłam się i chciałam przywalić zboczeńcowi ale powstrzymał mnie jego głos.
- Przepraszam za spóźnienie, chłopaki mnie zagadali - uśmiechnął się nieśmiało.
- Nic się nie stało.
Jednak przyszedł. Już myślałam, że spędzę resztę wieczoru z butelką wina kupioną dziś rano.
Weszliśmy do lokalu. Jimmy od razu poleciał za kulisy, bo za chwile miał zacząć się ich koncert.
Wciąż stałam w miejscu w którym się rozstaliśmy. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Podeszłam do baru i zamówiłam drinka na dodanie sobie odwagi.
Światła zgasły a publiczność okazała entuzjazm. W całym pomieszczeniu było słychać krzyki i gwizdy. Zachęcona zachowaniem tłumu opuściłam bar i przeciskałam się przez ludzi. Chciałam stać jak najbliżej sceny. Nie był to trudny wyczyn. Dziwnym trafem ludzie ustępowali mi miejsca.
Gdy usłyszałam początek pierwszej piosenki przeszły mnie ciary. To nie było co oczekiwałam.
Ostre dźwięki gitary przecinały powietrze. Ujrzałam Jimmiego za perkusją. Walił w gary jakby był opętany. Byłam oszołomiona. Nie znałam tego rodzaju muzyki.
Myślałam, że może jednak jakoś zniosę to i wytrzymam do końca, przecież zawsze może być gorzej. Wtedy zaczął śpiewać wokalista. Padało na niego bardzo mało światła przez co nie widziałam jego twarzy tylko kontur. To jednak nie była muzyka dla mnie. Chciałam się wycofać, ale nie było wyjścia. Z każdej strony napierali na mnie ludzie z dziwną czaszką na koszulce. Skuliłam się w sobie.
Po ominięciu dwóch osób zobaczyłam stado ludzi biegających w koło. Odbijali się od siebie jak piłeczki w Toto Lottku. Wzrokiem szukałam jakiegoś wyjścia. Do moich uszu dochodził tylko i wyłącznie hałas.
Nie wiem jakim cudem udało mi się wydostać z tego piekielnego koła.
Szybko poszłam do baru i zamówiłam mocnego drinka. Wypiłam go duszkiem, choć był strasznie nie dobry. Jeszcze raz spojrzałam na scenę. Czterech chłopaków skakało po scenie zabawiając widownie, która aż kipiała z zachwytu. Ja niestety nie umiem się tak bawić.
Nagle zmienili repertuar i zaczęli grać jakąś bardziej skoczną muzykę. Publika oszalała z ekscytacji i zaczęła śpiewać z wokalistą. Muzyka lekko spowolniała a wszyscy jak jeden mąż ruszali w jednym tempie kiwając głowami i głośno okazując swoją radość.
Odwróciła się a w jej oczach igrały dzikie ogniki.
- Tej nocy nigdy nie zapomnisz - powiedziała z satysfakcją. Kocimi ruchami znalazła się nad osobnikiem. Zwinnie zawiązała mu ręce do ramy łóżka. Pochyliła się nad nim a jej czerwone włosy zatańczyły mu przed twarzą.
Oblizała palec i przejechała nim wzdłuż jego klatki piersiowej zatrzymując się przy bokserkach. Mężczyzna drgnął z podniecenia a ona uśmiechnęła się usatysfakcjonowana. Zgrabnie zeszła z niego i wolnym krokiem podeszła do swojej torebki. Wyciągnęła krwisto czerwoną szminkę i wydymając usta pomalowała je.
- Słyszałam, że lubisz się ostro pieprzyć - powiedziała jakby od niechcenia i zaczęła grzebać w torebce.
- Wiem, że ty też to lubisz suko - warknął rozpalony z podniecenia.
Wyciągnęła z torebki wibrator i wycelowała w niego.
- Nie obrazisz się jak będzie nam towarzyszył mój mały przyjaciel - uśmiechnęła się łobuzersko. Mężczyzna zbladł od środka ale nie dał tego po sobie poznać.
- Jeśli chcesz - odparł przymilnie. Wstała z klęczek i podeszła do łóżka. Wijąc się płynie wdrapała się na mężczyznę. Zamachała dildo przed jego twarzą i spytała.
- Jakieś ostatnie życzenia?
Nim odparł wyciągnęła z wibratora nóż i umiejętnie oddzieliła jego ciało od duszy.
Przewróciłam się na drugi bok. Otworzyłam powoli prawe oko i rozejrzałam się po pokoju próbując zlokalizować, co nie daje mi spać. Zamknęłam oko i odwróciłam się plecami do okna. Wczoraj zapomniałam zaciągnąć rolety przez co dziś słońce igrało na moich powiekach.
Dalsze męczarnie nie miały sensu. Usiadłam na łóżku i skierowałam swój wzrok na budzik przy łóżku.
- Co? Już 13? - zawyłam głośno.
Ubrałam się i zeszłam do kuchni. Postawiłam wodę na gaz. Otwierając lodówkę doznałam tego samego uczucia co każdego poranka.
To nie tak, że byłam biedna i nie stać mnie było na jedzenie. Po prostu byłam strasznie leniwa. Poza tym nie lubiłam chodzić po sklepach. Jeszcze większą katorgą było chodzenie po marketach, butikach i tym podobnych. Zawszę uważałam to za niepotrzebną stratę czasu. Mi wystarczały moje szmatki. Nikomu nie musiałam się podobać. Dla mnie zawsze była ważna wygoda a gdzieś tam na szarym końcu znajdowała się plakietka z napisem - modne rzeczy.
Wyłączyłam gaz i wyszłam. Głód, który czułam zmusił mnie do poszukania czegoś zjadliwego. Miałam zamiar iść do najbliższego supermarketu ale przypomniałam sobie, że jest on blisko lokalu przed którym poznałam wczoraj chłopaka.
Nie miałam ochoty na kolejne spotkanie z nim. Nie wiem jak uda mi się wywinąć z tego całego koncertu. Nie chciałam tam iść. Nie lubię tłumów. Moim najlepszym towarzyszem jest samotność.
Mimo wszystko moje lenistwo zwyciężyło. Założyłam kaptur głowę i szybko pokonałam dystans. Rozglądając się czy nie jestem obserwowana, weszłam do sklepu. Złapałam koszyk i ruszyłam w poszukiwaniu najpotrzebniejszych rzeczy. Stojąc na końcu bardzo długiej kolejki do kasy przypomniało mi się, że zapomniałam o mleku. Zostawiłam koszyk i poszłam po brakujący produkt.
Skręcając w lewo wpadłam na mężczyznę. Był wyższy i dobrze zbudowany przez co odbiłam się od niego jak piłka, spadając na pupę.
- Uważaj jak chodzisz - krzyknęłam wściekła z podłogi.
- Sama uważaj jak chodzisz. To ty na mnie wpadłaś - powiedział z drwiącym uśmieszkiem, a mnie złość zżerała.
Spojrzałam na niego spod byka i szybko wstałam. Odchodząc powiedziałam na tyle głośno by mnie usłyszał.
- Cham.
Dalsze zakupy minęły mi już prawidłowo. Wciąż poddenerwowana wróciłam do domu.
Nim się obejrzałam była osiemnasta.
Powoli zaczęłam przygotowywać się do koncertu. Postawiłam na relaksującą kąpiel by choć przez chwilę zapomnieć o otoczeniu. Gdy tylko się zanurzyłam w wannie pełnej wody, myśli natrętnie zaczęły krążyć po mojej głowie nie dając się odprężyć. Miałam zmartwienie, które dopada każdą kobietę, nie ważne w jakim wieku. Medytowałam nad tym, w co mam się ubrać. Ten chłopak, Jimmy nie powiedział mi jaki gatunek muzyczny prezentują sobą. W głębi duszy modliłam się, by było to coś spokojnego.
Postanowiłam ubrać się neutralnie, by nie rzucać się w oczy. Zrobiłam sobie lekki makijaż.
Na co dzień się nie malowałam, nie wiem czemu. Może po prostu nie odpowiada mi ciągłe sprawdzanie czy już spłynął czy jeszcze nie.
Mój strach z każdą minutą się nasilał. Bałam się właściwie nie wiem czego. Wydaję mi się, że to był strach przed czymś nowym.. nieznanym.
Moje życie było niezmienne. Można by rzec monotonne. Innych taki stan rzeczy pewnie by irytował, lecz mi to odpowiada. Nie jestem typem miłośnika przygód. Wolę książkę, kakao i święty spokój do końca życia.
Złapałam bluzę i udałam się w umówione miejsce.
Lokal wyglądało całkiem inaczej niż w dzień. Wielki czerwony napis "Little Harlot" oświetlał ulice lepiej niż niejedna latarnia. Do moich uszu dochodziła muzyka wydobywająca się z budynku. Stałam po drugiej stronie ulicy. W cieniu pod drzewem czekałam aż pojawi się Jimmy. Ludzie ciągle wchodzili i wychodzili a jego wciąż nie było. Powoli zaczynałam się irytować.
Po upływie równo dziesięciu minut, bez namysłu ruszyłam do domu.
Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Szybko odwróciłam się i chciałam przywalić zboczeńcowi ale powstrzymał mnie jego głos.
- Przepraszam za spóźnienie, chłopaki mnie zagadali - uśmiechnął się nieśmiało.
- Nic się nie stało.
Jednak przyszedł. Już myślałam, że spędzę resztę wieczoru z butelką wina kupioną dziś rano.
Weszliśmy do lokalu. Jimmy od razu poleciał za kulisy, bo za chwile miał zacząć się ich koncert.
Wciąż stałam w miejscu w którym się rozstaliśmy. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Podeszłam do baru i zamówiłam drinka na dodanie sobie odwagi.
Światła zgasły a publiczność okazała entuzjazm. W całym pomieszczeniu było słychać krzyki i gwizdy. Zachęcona zachowaniem tłumu opuściłam bar i przeciskałam się przez ludzi. Chciałam stać jak najbliżej sceny. Nie był to trudny wyczyn. Dziwnym trafem ludzie ustępowali mi miejsca.
Gdy usłyszałam początek pierwszej piosenki przeszły mnie ciary. To nie było co oczekiwałam.
Ostre dźwięki gitary przecinały powietrze. Ujrzałam Jimmiego za perkusją. Walił w gary jakby był opętany. Byłam oszołomiona. Nie znałam tego rodzaju muzyki.
Myślałam, że może jednak jakoś zniosę to i wytrzymam do końca, przecież zawsze może być gorzej. Wtedy zaczął śpiewać wokalista. Padało na niego bardzo mało światła przez co nie widziałam jego twarzy tylko kontur. To jednak nie była muzyka dla mnie. Chciałam się wycofać, ale nie było wyjścia. Z każdej strony napierali na mnie ludzie z dziwną czaszką na koszulce. Skuliłam się w sobie.
Po ominięciu dwóch osób zobaczyłam stado ludzi biegających w koło. Odbijali się od siebie jak piłeczki w Toto Lottku. Wzrokiem szukałam jakiegoś wyjścia. Do moich uszu dochodził tylko i wyłącznie hałas.
Nie wiem jakim cudem udało mi się wydostać z tego piekielnego koła.
Szybko poszłam do baru i zamówiłam mocnego drinka. Wypiłam go duszkiem, choć był strasznie nie dobry. Jeszcze raz spojrzałam na scenę. Czterech chłopaków skakało po scenie zabawiając widownie, która aż kipiała z zachwytu. Ja niestety nie umiem się tak bawić.
Nagle zmienili repertuar i zaczęli grać jakąś bardziej skoczną muzykę. Publika oszalała z ekscytacji i zaczęła śpiewać z wokalistą. Muzyka lekko spowolniała a wszyscy jak jeden mąż ruszali w jednym tempie kiwając głowami i głośno okazując swoją radość.
"Nothing hurts my world,
just affects the ones around me
When sin's deep in my blood,
you'll be the one to fall."
Nigdy nie widziałam takiego czegoś. Takiej zgodnej miłości do muzyki. Wszyscy wyglądali na szczęśliwych i to nie tylko z widowni. Widać było, że chłopaki też czerpią z tego wiele radości.
Gdy się tak przyglądałam wszystkim tym ludziom zrozumiałam, że tu nie pasuje. Nie wiedziałam czy mam zostać czy po prostu odejść bez słowa.
Koncert będzie trwał pewnie jeszcze z godzinie. Po tak długim czasie to bym leżała przy tym barze nieprzytomna.
Postanowiłam się ulotnić. Może Jimmy nie będzie mieć mi tego za złe. Z resztą ani nie wiem czy go jeszcze spotkam.
Skończyła się kolejna piosenka a ja założyłam kaptur i udałam się w kierunku wyjścia. Nagle nie wiadomo skąd padł na mnie strumień żółtego światła. Spojrzałam zdziwiona na scenę.
- Gdzie się wybierasz? To jeszcze nie koniec koncertu - powiedział miłym głosem wokalista a ja dopiero teraz zobaczyłam jego twarz. Znajomą mi twarz.
Gdy się tak przyglądałam wszystkim tym ludziom zrozumiałam, że tu nie pasuje. Nie wiedziałam czy mam zostać czy po prostu odejść bez słowa.
Koncert będzie trwał pewnie jeszcze z godzinie. Po tak długim czasie to bym leżała przy tym barze nieprzytomna.
Postanowiłam się ulotnić. Może Jimmy nie będzie mieć mi tego za złe. Z resztą ani nie wiem czy go jeszcze spotkam.
Skończyła się kolejna piosenka a ja założyłam kaptur i udałam się w kierunku wyjścia. Nagle nie wiadomo skąd padł na mnie strumień żółtego światła. Spojrzałam zdziwiona na scenę.
- Gdzie się wybierasz? To jeszcze nie koniec koncertu - powiedział miłym głosem wokalista a ja dopiero teraz zobaczyłam jego twarz. Znajomą mi twarz.
urwać w takim momencie?! SERIO? zamieniłabym się z Jane! Tyle wygrać *___________*
OdpowiedzUsuńpisz tam szybko proszę, bo uschnę tu z ciekawości ^^
xoxo od riot :)
p.s. co ona ma z tymi snami? o.O
Mnie poganiasz a lepiej byś się zajęła swoim opowiadaniem. Ja wciąż czekam na dalszy ciąg historii Czerwonowłosej :P
UsuńJane się czuła na tym koncercie jak metalowiec na disco polo :P
Sny się wyjaśnią już za niedługo.
Kolejny rozdział jutro :D
Wohoa. Co to za sny, przyprawiające o gęsią skórkę?
OdpowiedzUsuńJane źle bawiła się na koncercie? Biedulka, ja bym na jej miejscu radośnie skakała z tłumem ;)
wyobraźnia mnie ponosi, musiałam to gdzieś wykorzystać :P
Usuńwszystko się z czasem wyjaśni