Wmurowało mnie w parkiet. Oni chyba sobie żarty stroją. Naciągnęłam kaptur mocniej na głowę i szybkim krokiem pognałam do wyjścia.
- Jane, poczekaj - powiedział Jimmy do mikrofonu.
Jednak i to nie powstrzymało mnie od wyjścia z lokalu.
Tym razem nie chciałam znowu przeżywać jakiś dziwnych sytuacji, do tego z udziałem publiczności. Ewakuacja to najlepsze wyjście.
Co to w ogóle było? Posłali na mnie światło i co? Myśleli, że tak od razu mi się spodoba ta od nich głośna muzyka? Niestety to nie moje klimaty, a poza tym źle się czułam. Za dużo ludzi wokoło było nad wyraz szczęśliwych.
Chciałam się znaleźć w łóżku. To było moje ulubione miejsce. Moja ucieczka od reszty świata. Tak, tego teraz potrzebowałam.
Chciałam to wszystko na spokojnie przemyśleć co się działo ale nie było mi to dane.
Jimmy wybiegł z budynku i krzyknął.
- Jane zaczekaj.
Zatrzymałam się w miejscu, ale się nie odwróciłam. Zaskoczył mnie. Nie wiedziałam czemu za mną przyszedł. Przecież my się prawe w ogóle nie znamy a on zachowywał się jakby mu na mnie zależało, chociaż nie wiem czy tak mogę to ująć. Prędzej przed tym nieszczęsnym lokalem tyle na niego czekałam, że aż mi się wydawało że on po prostu o mnie zapomniał.
Podbiegł do mnie i obrócił w swoja stronę.
- Czego chcesz? - spytałam nie okazując żadnych uczuć, choć tak na prawdę wewnątrz byłam tykająca bombą.
- Czemu wyszłaś? - odparł pytaniem.
- To nie mój klimat. Nie moja bajka - przygryzłam wargę gdy spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. - Przepraszam cię, że tak wyszłam bez słowa.
Na prawdę zrobiło mi się go żal. Jego oczy były takie smutne.
- Nic nie szkodzi - przytulił mnie mocno.
Znów mnie zaskoczył. Zaczynam się przyzwyczajać do tego, że jest nieobliczalny. Tylko czy ja dalej chcę ciągnąć tą znajomość?
- Idź grać, bo pewnie na ciebie wszyscy czekają - powiedziałam odrywając się od niego.
Nie chciałam, ale musiałam. Świat nie kręci się tylko i wyłącznie wokół mnie. Musiałam się nim dzielić.
On miał coś w sobie pociągającego. Nie mówię to w kontekście seksualnym. Po prostu miał magnez, którym przyciąga do siebie ludzi.
To dziwne. Wczoraj poznałam chłopaka a dziś już się z nim przytulałam. Widocznie z taką osobą jak on nie idzie inaczej. Nie skarżę się. Tylko uważam, że potrafi on łapać z ludźmi dziwną, niewyjaśnioną więź.
- Mam czas, teraz Gates gra solówkę - rzekł spokojnie.
- Kto?
- Gitarzysta z fryzurą w stylu " walnął we mnie piorun" - zrobił śmieszną minę.
Zaśmiałam na to określenie a jego mina tylko to spotęgowała.
Nagle spoważniał. Przestraszyłam się nie na żarty.
- Wracasz do środka czy idziemy do ciebie? - spytał a ja wybałuszyłam oczy. - Znaczy czy idziesz do siebie - zmieszał się.
- A ile jeszcze potrwa ten koncert?
- Około dziesięć minut. To co, idziesz ze mną z powrotem do klubu? - zrobił maślane oczka.
- Skoro muszę.. - udałam niezadowoloną. Jego oczy od razu pojaśniały.
W głębi duszy cieszyłam się, że z nim idę ale jednak coś mnie niepokoiło. Będę musiała wytrzymać dziesięć minut w tych krzykach i trzaskach.
Tym razem Jimmy zaprowadził mnie do ich garderoby, bo widział że powrót na sale mi się nie uśmiecha.
Garderoba była pusta, bo reszta zespołu już szykowała się do wejścia na kulisach. Usiadłam na pobliskim krześle. Jimmy kazał mi być cierpliwą dziewczynką i poczekać tutaj puki koncert się nie skończy. Gdy zniknął za drzwiami od razu podeszłam do wiszącego na ścianie lustra. Poprawiłam włosy i siadłam na poprzednie miejsce.
Zdziwiło mnie jego zaufanie do mnie. Mogłam ich spokojnie okraść i zniknąć tak by mnie nigdy więcej nie zobaczyli.
Kręciłam się na krześle jak mała dziewczynka. Strasznie mi się tam nudziło, więc postanowiłam się przewietrzyć. Wyszłam z pokoju i udałam się wzdłuż długiego korytarza. Uchyliłam drzwi, które się znajdowały na końcu i usłyszałam głośną muzykę. Przekonana, że jestem na dworze weszłam do pomieszczenia bez zawahania. Okazało się, że zadreptałam do kulis. Podeszłam w kierunku sceny. Z tego położenia widziałam jedynie Jimmy'ego.
Na jego twarzy było widać skupienie a oczy błyszczały się. Tylko one ukazywały jak wielką radość dale mu gra na perkusji. Akurat grali jakiś wesoły kawałek. Nawet mi się spodobał.
Oparłam się o ścianę i patrzałam jak Jimmy gra. Gdybym tylko słyszała samą muzykę mogłabym stwierdzić, że gra to robot a nie istota żywa. Rytm jaki nadawał był idealny. Wydawało się jakby wszystko co gra było perfekcyjnie ułożone.
Piosenka z każdą sekundą stawała się coraz bardziej mroczna. Nie wiem czy tak na prawdę było, czy tylko mi się to wydawało. Niedaleko mnie na ścianie wisiała kartka. Był to rozpis piosenek. Wszystkie były poskreślane, została tylko jedna.
- A więc to jest "A Little Piece of Heaven" - powiedziałam do siebie.
Po sali rozniosły się gromkie brawa i gwizdy. Spojrzałam na scenę w momencie, gdy chłopaki się kłaniali.
Pierwszy szedł do mnie Jimmy z szeroko rozstawionymi rękoma.
- Niegrzeczna dziewczynka. Miałaś siedzieć w garderobie.
Chwycił mnie mocno i okręcił wokół siebie.
- Wariat - zapiszczałam.
Odstawił mnie na ziemie i mocno przytulił.
- Jesteście niesamowici - powiedziałam mu do ucha.
- Ty też - zamruczał.
Chyba pierwszy raz w życiu miałam aż tak wybałuszone oczy. Ja? Niesamowita?
- A teraz przedstawię ci resztę zespołu.
Popchnął mnie lekko w kierunku chłopaków stojących przy wodopoju.
- Wolisz po ksywie czy tylko imię i nazwisko? - wyszeptał mi do ucha.
- Obojętnie - spojrzałam na niego - i tak nie zapamiętam.
Jego oczy przybrały dziwny kolor, tak jakby z niebieskich nagle zrobiły się czarne.
- Chłopaki to Jane - rzekł niewzruszony. - Zacznę od lewej. To jest Johnny, Zacky, Brian a ten co stoi plecami to..
- Ja znam tego pana - przerwałam mu.
Matt odwrócił się i spojrzał skołowany. Po sekundzie jego twarz przybrała inny wyraz. Podszedł do mnie blisko patrząc z pogardą.
- Kogóż to moje oczy widzą - jego drwiący uśmiech doprowadzał mnie do szału. - Histeryczka ze sklepu.
- Świr napadający na ludzi.
Zmierzyliśmy się wrogo wzrokiem.
- No, dość tych komplementów - powiedział wesoło Jimmy. Nie wiem czy go coś kiedykolwiek wyprowadziło z równowagi. - Choć Jane, idziemy. - złapał leżącą na krześle kurtkę i wyszliśmy tyłami.
Niezbyt to romantyczne ale cóż zrobić jak się jest sławnym.
Rekompensata przyszła szybciej niż myślałam. Noc była piękna. Niebo było obsypane gwiazdami. Gdy Jimmy stanął koło mnie od razu się do niego przytuliłam. Ogarnęło mnie takie przyjemne ciepło. Poczułam się bezpieczna.
- Nie jestem długo z chłopakami w tym mieście ale odkryłem bardzo piękne miejsce. Choć.
Złapał mnie za rękę i lekko pociągnął. Ku mojemu zaskoczeniu nie puścił jej.
Szliśmy tak razem beztroscy. Drogę oświetlał nam księżyc. Gdyby ktoś nas zobaczył, pomyślałby że jesteśmy zakochaną parą.
I pomyśleć, że spotkałam go wczoraj. Byłam negatywnie nastawiona na to spotkanie. Gdybym wiedziała, że da mi to tyle radości..
Śmiejąc się w głos zaszliśmy nad stawy przy którym stała ławka. Usiadłam koło niego a on od razu wciągnął mnie na swoje kolana. Przytuliłam się mocno pochłaniając jego ciepło. Zadarłam głowę do góry by spojrzeć w jego oczy. Znów przybrały kolor nie do określenia. Były dla mnie zagadką. Nie potrafiłam zrozumieć pod jakim wpływem się tak zmieniają, co on czuje w tej chwili. Zapatrzałam się na nie ale gdy zobaczył, że mu się przyglądam odwróciłam wzrok.
Chciałam zapamiętać jak najwięcej z tego spotkania. Jego ciepło, zapach. Miałam ochotę zamknąć te uczucia w słoiku i otworzyć je dopiero gdy będzie mi smutno.
Nie siedzieliśmy tam długo, bo zaczęły nas atakować komary.
Gawędząc o wszystkim i o niczym odprowadził mnie pod dom. Nie chciałam się rozstawać i on widocznie też nie bo przez kolejne pół godziny staliśmy pod płotem. W końcu zrobiło mi się zimno. Jimmy kazał mi zmykać do domu bym się nie przeziębiła. Na pożegnanie czule mnie przytulił i czekał aż wejdę do domu.
Zamykając drzwi wypuściłam powietrze ze świtem. Gdzie ja go znalazłam? To pytanie odbijało się echem po mojej głowie. Zamknęłam drzwi na klucz i pobiegłam do swojego pokoju. Zrzuciłam z siebie wszystko poza bluzą. Była ona nasiąknięta jego perfumami.
Przez długi czas nie potrafiłam uwierzyć w to co dzisiaj się działo.
Zmęczona przeżyciem zasnęłam.
- Jane, poczekaj - powiedział Jimmy do mikrofonu.
Jednak i to nie powstrzymało mnie od wyjścia z lokalu.
Tym razem nie chciałam znowu przeżywać jakiś dziwnych sytuacji, do tego z udziałem publiczności. Ewakuacja to najlepsze wyjście.
Co to w ogóle było? Posłali na mnie światło i co? Myśleli, że tak od razu mi się spodoba ta od nich głośna muzyka? Niestety to nie moje klimaty, a poza tym źle się czułam. Za dużo ludzi wokoło było nad wyraz szczęśliwych.
Chciałam się znaleźć w łóżku. To było moje ulubione miejsce. Moja ucieczka od reszty świata. Tak, tego teraz potrzebowałam.
Chciałam to wszystko na spokojnie przemyśleć co się działo ale nie było mi to dane.
Jimmy wybiegł z budynku i krzyknął.
- Jane zaczekaj.
Zatrzymałam się w miejscu, ale się nie odwróciłam. Zaskoczył mnie. Nie wiedziałam czemu za mną przyszedł. Przecież my się prawe w ogóle nie znamy a on zachowywał się jakby mu na mnie zależało, chociaż nie wiem czy tak mogę to ująć. Prędzej przed tym nieszczęsnym lokalem tyle na niego czekałam, że aż mi się wydawało że on po prostu o mnie zapomniał.
Podbiegł do mnie i obrócił w swoja stronę.
- Czego chcesz? - spytałam nie okazując żadnych uczuć, choć tak na prawdę wewnątrz byłam tykająca bombą.
- Czemu wyszłaś? - odparł pytaniem.
- To nie mój klimat. Nie moja bajka - przygryzłam wargę gdy spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. - Przepraszam cię, że tak wyszłam bez słowa.
Na prawdę zrobiło mi się go żal. Jego oczy były takie smutne.
- Nic nie szkodzi - przytulił mnie mocno.
Znów mnie zaskoczył. Zaczynam się przyzwyczajać do tego, że jest nieobliczalny. Tylko czy ja dalej chcę ciągnąć tą znajomość?
- Idź grać, bo pewnie na ciebie wszyscy czekają - powiedziałam odrywając się od niego.
Nie chciałam, ale musiałam. Świat nie kręci się tylko i wyłącznie wokół mnie. Musiałam się nim dzielić.
On miał coś w sobie pociągającego. Nie mówię to w kontekście seksualnym. Po prostu miał magnez, którym przyciąga do siebie ludzi.
To dziwne. Wczoraj poznałam chłopaka a dziś już się z nim przytulałam. Widocznie z taką osobą jak on nie idzie inaczej. Nie skarżę się. Tylko uważam, że potrafi on łapać z ludźmi dziwną, niewyjaśnioną więź.
- Mam czas, teraz Gates gra solówkę - rzekł spokojnie.
- Kto?
- Gitarzysta z fryzurą w stylu " walnął we mnie piorun" - zrobił śmieszną minę.
Zaśmiałam na to określenie a jego mina tylko to spotęgowała.
Nagle spoważniał. Przestraszyłam się nie na żarty.
- Wracasz do środka czy idziemy do ciebie? - spytał a ja wybałuszyłam oczy. - Znaczy czy idziesz do siebie - zmieszał się.
- A ile jeszcze potrwa ten koncert?
- Około dziesięć minut. To co, idziesz ze mną z powrotem do klubu? - zrobił maślane oczka.
- Skoro muszę.. - udałam niezadowoloną. Jego oczy od razu pojaśniały.
W głębi duszy cieszyłam się, że z nim idę ale jednak coś mnie niepokoiło. Będę musiała wytrzymać dziesięć minut w tych krzykach i trzaskach.
Tym razem Jimmy zaprowadził mnie do ich garderoby, bo widział że powrót na sale mi się nie uśmiecha.
Garderoba była pusta, bo reszta zespołu już szykowała się do wejścia na kulisach. Usiadłam na pobliskim krześle. Jimmy kazał mi być cierpliwą dziewczynką i poczekać tutaj puki koncert się nie skończy. Gdy zniknął za drzwiami od razu podeszłam do wiszącego na ścianie lustra. Poprawiłam włosy i siadłam na poprzednie miejsce.
Zdziwiło mnie jego zaufanie do mnie. Mogłam ich spokojnie okraść i zniknąć tak by mnie nigdy więcej nie zobaczyli.
Kręciłam się na krześle jak mała dziewczynka. Strasznie mi się tam nudziło, więc postanowiłam się przewietrzyć. Wyszłam z pokoju i udałam się wzdłuż długiego korytarza. Uchyliłam drzwi, które się znajdowały na końcu i usłyszałam głośną muzykę. Przekonana, że jestem na dworze weszłam do pomieszczenia bez zawahania. Okazało się, że zadreptałam do kulis. Podeszłam w kierunku sceny. Z tego położenia widziałam jedynie Jimmy'ego.
Na jego twarzy było widać skupienie a oczy błyszczały się. Tylko one ukazywały jak wielką radość dale mu gra na perkusji. Akurat grali jakiś wesoły kawałek. Nawet mi się spodobał.
Oparłam się o ścianę i patrzałam jak Jimmy gra. Gdybym tylko słyszała samą muzykę mogłabym stwierdzić, że gra to robot a nie istota żywa. Rytm jaki nadawał był idealny. Wydawało się jakby wszystko co gra było perfekcyjnie ułożone.
Piosenka z każdą sekundą stawała się coraz bardziej mroczna. Nie wiem czy tak na prawdę było, czy tylko mi się to wydawało. Niedaleko mnie na ścianie wisiała kartka. Był to rozpis piosenek. Wszystkie były poskreślane, została tylko jedna.
- A więc to jest "A Little Piece of Heaven" - powiedziałam do siebie.
Po sali rozniosły się gromkie brawa i gwizdy. Spojrzałam na scenę w momencie, gdy chłopaki się kłaniali.
Pierwszy szedł do mnie Jimmy z szeroko rozstawionymi rękoma.
- Niegrzeczna dziewczynka. Miałaś siedzieć w garderobie.
Chwycił mnie mocno i okręcił wokół siebie.
- Wariat - zapiszczałam.
Odstawił mnie na ziemie i mocno przytulił.
- Jesteście niesamowici - powiedziałam mu do ucha.
- Ty też - zamruczał.
Chyba pierwszy raz w życiu miałam aż tak wybałuszone oczy. Ja? Niesamowita?
- A teraz przedstawię ci resztę zespołu.
Popchnął mnie lekko w kierunku chłopaków stojących przy wodopoju.
- Wolisz po ksywie czy tylko imię i nazwisko? - wyszeptał mi do ucha.
- Obojętnie - spojrzałam na niego - i tak nie zapamiętam.
Jego oczy przybrały dziwny kolor, tak jakby z niebieskich nagle zrobiły się czarne.
- Chłopaki to Jane - rzekł niewzruszony. - Zacznę od lewej. To jest Johnny, Zacky, Brian a ten co stoi plecami to..
- Ja znam tego pana - przerwałam mu.
Matt odwrócił się i spojrzał skołowany. Po sekundzie jego twarz przybrała inny wyraz. Podszedł do mnie blisko patrząc z pogardą.
- Kogóż to moje oczy widzą - jego drwiący uśmiech doprowadzał mnie do szału. - Histeryczka ze sklepu.
- Świr napadający na ludzi.
Zmierzyliśmy się wrogo wzrokiem.
- No, dość tych komplementów - powiedział wesoło Jimmy. Nie wiem czy go coś kiedykolwiek wyprowadziło z równowagi. - Choć Jane, idziemy. - złapał leżącą na krześle kurtkę i wyszliśmy tyłami.
Niezbyt to romantyczne ale cóż zrobić jak się jest sławnym.
Rekompensata przyszła szybciej niż myślałam. Noc była piękna. Niebo było obsypane gwiazdami. Gdy Jimmy stanął koło mnie od razu się do niego przytuliłam. Ogarnęło mnie takie przyjemne ciepło. Poczułam się bezpieczna.
- Nie jestem długo z chłopakami w tym mieście ale odkryłem bardzo piękne miejsce. Choć.
Złapał mnie za rękę i lekko pociągnął. Ku mojemu zaskoczeniu nie puścił jej.
Szliśmy tak razem beztroscy. Drogę oświetlał nam księżyc. Gdyby ktoś nas zobaczył, pomyślałby że jesteśmy zakochaną parą.
I pomyśleć, że spotkałam go wczoraj. Byłam negatywnie nastawiona na to spotkanie. Gdybym wiedziała, że da mi to tyle radości..
Śmiejąc się w głos zaszliśmy nad stawy przy którym stała ławka. Usiadłam koło niego a on od razu wciągnął mnie na swoje kolana. Przytuliłam się mocno pochłaniając jego ciepło. Zadarłam głowę do góry by spojrzeć w jego oczy. Znów przybrały kolor nie do określenia. Były dla mnie zagadką. Nie potrafiłam zrozumieć pod jakim wpływem się tak zmieniają, co on czuje w tej chwili. Zapatrzałam się na nie ale gdy zobaczył, że mu się przyglądam odwróciłam wzrok.
Chciałam zapamiętać jak najwięcej z tego spotkania. Jego ciepło, zapach. Miałam ochotę zamknąć te uczucia w słoiku i otworzyć je dopiero gdy będzie mi smutno.
Nie siedzieliśmy tam długo, bo zaczęły nas atakować komary.
Gawędząc o wszystkim i o niczym odprowadził mnie pod dom. Nie chciałam się rozstawać i on widocznie też nie bo przez kolejne pół godziny staliśmy pod płotem. W końcu zrobiło mi się zimno. Jimmy kazał mi zmykać do domu bym się nie przeziębiła. Na pożegnanie czule mnie przytulił i czekał aż wejdę do domu.
Zamykając drzwi wypuściłam powietrze ze świtem. Gdzie ja go znalazłam? To pytanie odbijało się echem po mojej głowie. Zamknęłam drzwi na klucz i pobiegłam do swojego pokoju. Zrzuciłam z siebie wszystko poza bluzą. Była ona nasiąknięta jego perfumami.
Przez długi czas nie potrafiłam uwierzyć w to co dzisiaj się działo.
Zmęczona przeżyciem zasnęłam.
Ojojoj, Jane jednak przekonała się do Jimmiego. I tak odrobinkę do muzyki, jaką gra... I bardzo dobrze. Jak rozwinie się ta znajomość?
OdpowiedzUsuńHehej, co u Pani słychać? Kiedy kolejny part?
Usuńco tam u J? bo cicho tak strasznie :(
OdpowiedzUsuń