niedziela, 14 grudnia 2014

7 Suprice, Surprise!





Gdy tylko ją zobaczyłam, zaczęłam ją wołać. Szybko ruszyłam w jej kierunku, a ona stała i rozglądała się. Podeszłam do niej i szybko wypaliłam.
- Jest sprawa.
Nim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć złapałam ją za rękę i wyprowadziłam na zaplecze. Puściłam jej dłoń i stanęłam przed nią krzyżując ręce. Musiałam wyciągnąć z niej jak najwięcej informacji.
- Podobno widziałaś wczoraj Meg..
- Tak - skinęła lekko głową.
- A potem za nią poszłaś - stwierdziłam i wbijałam w nią swój wzrok, czekając na dalsze wyjaśnienia.
- Co? - zmarszczyła brwi. - Nie poszłam za nią, poszłam do szefa. -  Przerwała i zaczęła nad czymś rozmyślać co mnie rozwścieczyło. Chciałam z nią normalnie porozmawiać a ona sobie uciekała w myślach do krainy marzeń.
- Nie zaprzeczaj! Ben mi wszystko powiedział - przerwałam na chwilę.- Poza tym, zostawiłaś mnie, jak było pełno pracy i poleciałaś do tej zołzy - nie kryłam swojego żalu, ale musiałam się uspokoić, inaczej nic bym się nie dowiedziała. Wzięłam głęboki wdech i złapałam ją za ramie. Chciałam jej na spokojnie przemówić do rozumu.
- Jane, ty nie wiesz w co się wplątujesz.
- O czym ty mówisz? - zrzuciła moją rękę i zaczęła się wycofywać. Wyglądała na lekko przerażoną. Nie chciałam jej przestraszyć, ale widocznie nie było innego wyjścia.
- Cokolwiek ci Meg powiedziała, nie wierz jej! - krzyknęłam i złapałam się za głowę. Te jej udawanie niewiedzy strasznie mnie denerwowało. Chciałam jej pomóc a ona odpychała moje rady, mnie. Musiałam dalej próbować, do skutku. Znów do niej podeszłam i tym razem złapałam ją za twarz. - Cokolwiek ci oferowała.. - przerwałam i spuściłam wzrok, bo zrobiło mi się nie dobrze. Nie wiedziałam jak to jej powiedzieć, nie raniąc jej. W końcu nie wiedziałam czy tak na prawdę się spotkały.- proszę cię, nie zgadzaj się - puściłam ją odeszłam.


Stałam tak przez dziesięć minut. Osłupiała. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Cała ta sprawa z Meg zaczyna się robić coraz bardziej dziwna. Jednak dobrze myślałam, szef nie płacił jej wypłaty, tylko jakieś łapówki. Jedyne co mi pozostało, to trzymać się od tego z dala.
Przebrałam się i ruszyłam do pracy. Dziś nie było już miłej pogawędki z Benem. Przestałam mu ufać po tym jak mnie obgadywał z Niną. Z nią też nie rozmawiałam. Po tym co odwaliła na zapleczu miałam jej dość. W ogóle dzisiaj taka zła atmosfera w klubie była. Nieszczęście było czuć z daleka.
Właśnie wycierałam stolik kiedy zawołał mnie Ben. Podeszłam do niego z kwaśną miną nie kryjąc niechęci.
- Jane, szef cię woła.
Nie informując Niny o chwilowo dodatkowej robocie poszłam do szefa. Tym razem nie wiedziałam co on może ode mnie chcieć. Mianowicie było mi to obojętnie. Już bardziej nie u miał mi nikt popsuć humoru. Otworzyłam drzwi, weszłam a on jak zwykle pokazał mi krzesło obok biurka. Usiadłam i czekałam na to co powie.
- Jane, dziś mam dla ciebie zadanie specjalne. Do naszego lokalu przyjadą znane gwiazdy i chcę byś się nimi zajęła. Są bardzo wymagający ale mam nadzieje, że to nie jest dla ciebie żaden problem - uśmiechnął się życzliwie.
- Nie, oczywiście, że nie szefie. Jak będą chcieli to im nawet tyłki podetrę - uśmiechnęłam się sztucznie i szybko wyszłam.
Widocznie niektórzy uważają, że mam za mało problemów i mi jeszcze kolejne dorzucają. Oh! Jak ja nienawidzę nadętych, gburowatych ludzi. Złapałam tace i szybkim krokiem przeszłam koło lady barowej.
- Heeej księżniczko! - krzyknął za mną Ben, spojrzałam na niego mrużąc oczy i marszcząc nos. - Złość piękności szkodzi - zaśmiał się głośno. Przyjęłam to jako zachętę do rozmowy.
Podeszłam do niego i usiadłam na krześle brzy barze.
- Wiesz co sobie wymyślił szefuńcio, który tylko pierdzi w stołek? - zaśmiał się. - Mam się zajmować jakimiś szychami, które każą mi latać z kąta w kąt i będą mną dyrygować.
- Nie spinaj pośladów mała. Może nie będzie tak źle - uśmiechnął się przyjaźnie. - A wiesz kto to w ogóle ma przyjść?
- Szczerze, to byłam taka wściekła, że zapomniałam zapytać - przygryzłam wargę.
- Może przyjdzie Johnny Depp albo Bratt Pitt? - uśmiechał się głupkowato, więc dałam mu sójkę w ramię.
- Ej, nie za wesoło ci czasem? - spytałam - Ty coś z Niną tam na zapleczu paliłeś jak mnie nie było czy co? - zaśmiałam się lekko.
- Nawet nie wiesz jaki mocny ma Nina towar - wybuchnęliśmy śmiechem.
Złapałam go za ramię i powiedziałam smutno.
- Ben, ja muszę już iść.
- Gdzie? - spytał zszokowany.
- Do pracy gamoniu - i znów wybuchnęłam śmiechem. Złapałam notes i przechodząc koło stolików poczułam, że ktoś złapał mnie za pośladek. Odwróciłam się z zamiarem spoliczkowania zuchwalca, ale zamarłam w bezruchu.
- Co tam u ciebie słychać mała wiedźmo? - uśmiechnął się szelmowsko.
- Co ty tu robisz? - spytałam zszokowana.
- Przyszedłem pooglądać jak panienki kręcą tyłkami. Nie spodziewałem się, że ujrzę też twoje dupsko - otworzyłam usta i spoliczkowałam go.
- Następnym razem jak będziesz miał kolejny, tak beznadziejny komentarz to zachowaj go dla siebie.
Odwróciłam się i odeszłam głośno stukając obcasami.
- Co za dupek, co za dupek, co za dupek - cicho szeptałam. Stanęłam przy barze i rzuciłam notesem. - Myśli, że ma pieniądze to go kultura osobista nie obowiązuje.
- Kogo? - Ben spytał zaciekawiony.
- Widzisz tamtego mięśniaka z tatuażami co siedzi przy 7 stoliku?
- No widzę.
- Musze się na nim zemścić - powiedziałam cicho i uśmiechnęłam się nikczemnie. - Ale na razie zrób mi jakiegoś mocnego drinka - zrobiłam do Bena słodkie oczka.
- Już się robi szefowo.
Zrobił mi kolorowy drink i postawił mi go przed twarzą. Chciałam wypić do za jednym razem, ale był za mocny i gdy zapiekł mnie w gardło prawie go wyplułam.
- Coś ty tam dodał? - spytałam krzywiąc się.
- Tajemnica zawodowa - uśmiechnął się tajemniczo.
- Mam nadzieje, że nie wlałeś tam trutki - puściłam mu oczko.
- Spoko mała, za bardzo cię lubię by ci to zrobić.
- O jak miło - uśmiechnęłam się i dopiłam drinka. - Ja zmykam dalej walczyć z potworami. Ciekawi mnie tylko kiedy przyjadą te gwiazdy - rozmarzyłam się, a Ben spojrzał na mnie z byka.
- A nie pomyślałaś, że ten mięśniak, który złapał cię za pośladek jest tą gwiazdą?
- Nie powiedziałam ci, że mnie złapał za pośladek - spojrzałam na niego oszołomiona.
- Widziałem to, ale kobieto, to nie to było głównym wątkiem mojej wypowiedzi - spojrzałam na niego pytająco. - Ten mięśniak chyba jest tą gwiazdą, którą miałaś się zajmować - spojrzał na mnie z dziwną miną. - To w końcu on siedzi przy samej scenie na miejscu honorowym.
- Co? Nie! To nie możliwe - zmieszałam się.
Pędem poleciałam do biura szefa. Otworzyłam drzwi i wparowałam jak burza.
- Czy tą gwiazdą, którą miałam się zajmować jest wokalista z Avenged Sevenfold? - zmarszczyłam brwi.
- Powiem ci jeszcze lepszą wiadomość. Zjawi się nie tylko wokalista, ale cały zespół.
- To dlaczego jest tylko wokalista a reszty nie ma? - spytałam zawiedziona. Chciałam zobaczyć Jimmy'ego.
- Nie wiem, sama się go spytaj - spojrzał na mnie spod okularów.
- Ooo nie! Co to, to nie - zmarszczyłam brwi i nos wypuszczając głośno powietrze. - Nie dało by się tego jakoś zamienić? - spytałam, a szef spojrzał na mnie z zapytaniem w oczach - No, że Nina by się nimi zajęła, a ja resztą gości.
- Nie, nie da się zamienić. Ty chciałaś zarobić więcej pieniędzy. Za to dostaniesz duży napiwek, dlatego zmykaj jak najszybciej do nich, bo każda minuta warta jest złota - uśmiechnął się i pokazał mi ręką drzwi.
- Ale... - jęknęłam, szefuńcio mi przerwał.
- Nie ma żadnego ale. Sami się nie obsłużą.
Wyszłam ze spuszczoną głową. Siadłam przy barze i patrzałam tempo na tacę.
- Co, nie zgodził się?
- Czy ty mnie szpiegujesz, że tak wszystko wiesz? - spojrzałam na niego z wyrzutem. - Albo po prostu jestem tak przewidywalna - stwierdziłam ze smutkiem spuszczając głowę.
- No raczej to drugie - położył mi rękę na ramie. - Mała, nie smuć się, poradzisz sobie.
- Ale ja nie chce sobie radzić - spojrzał na mnie skołowany. - Nie chce mieć z nim nic wspólnego.
- Zobaczysz, nim się obejrzysz on opuści ten lokal - uśmiechnął się delikatnie.
- Obyś miał rację.
Wstałam i zrezygnowana złapałam notes. Nakleiłam na usta uśmiech numer 45 i podeszłam do stolika od niechcianego gościa.
- Co panu podać? - spytałam spokojnie.



                   https://33.media.tumblr.com/0061e198d5ff951d8e75534caf617179/tumblr_n96swbwpek1tcvpizo2_400.gif



1 komentarz:

  1. Tak strasznie mam zawał pracy, nauki i swojego pisania ale jestem!

    Skąd ja wiedziałam, że wytatuowany mięśniak to Macioszka? :3 Ale wiesz, sevenfoldzi, sevenfoldami...co z tą Meg? Za co ona bierze te łapówki?

    A tekst na końcu, Co Panu podać? Wowowo jakie uszanowanko. ale te łapanie za tyłek...łeee panie Szadołs, łeee


    Całuski Sillie

    Ps, WIdzisz? Można pisać jak się wygospodaruje czas :) Oby tak dalej :) Załóż też temat w grupie na fejsbuku, dodawaj tam premierowe odcinki, będziemy bardziej na bieżąco. Buziak :*

    OdpowiedzUsuń